Dzikie szkockie wakacje

No i nie zdążyłam napisać w czerwcu. Ciągle było coś i w efekcie nie ogarnęłam tematu na czas.
Ostatnio trochę się dzieje, a ja średnio stoję z czasem wolnym. Najdłużej zajęło mi składanie filmu - przycinanie kolejnych klatek, ustawienie ich w odpowiedniej kolejności, znalezienie i podłożenie ścieżki dźwiękowej itd. Jeśli chodzi o stopień trudności, to nie ma w tym większej filozofii, ale jest to czasochłonne zajęcie.
Notka znów będzie długa z uwagi na ilość zdjęć, tym razem znowu ją skategoryzuję, żeby była bardziej czytelna. Dziś tylko Szkocja i droga do niej. Pozostałe tematy zostawiam na następny wpis.

Autem do Szkocji



Droga z Warszawy do Szkocji to ponad 2000 km, co przekłada się na około 23 godziny samej jazdy. Do tego trzeba jednak doliczyć postoje - średnio co 1,5 - 2 godz - na toaletę, kawę, lunch, obiad itd. Dodatkowo jeśli jesteście z tych co ja ale jedziemy tuż obok ‘czegośtam’, więc czemu nie zajechać? to nawet więcej ;)


W naszym przypadku więc droga do UK zajęła 2, a powrotna (z samej góry) 3 pełne dni.
No i u nas na liczniku wyszło, że nabiliśmy około 7000 km zamiast dwóch.

Ceny diesela są dość zróżnicowane w zależności od kraju, w którym przyszło nam tankować. W Polsce jest to około 5zł za litr, w Unii Europejskiej cena jest już 5,5 - 6,5zł. Natomiast w UK wychodziło nam trochę mniej niż 7,5zł. Mimo, że na paliwo i płatne odcinki dróg wydaliśmy fortunę, to i tak wyszło nam to taniej, niż podróż samolotem i wynajem auta na miejscu (bo siłą rzeczy zwiedzanie Szkocji bez auta było kompletnie nie realne w takim czasie, jakim dysponowaliśmy).

Najszybsza droga z Warszawy do UK prowadzi przez niemieckie eko strefy. O ile nie chcecie zjechać z autostrady do miast i wsi, to nie musicie się niczym przejmować. Jeśli jednak istnieje ryzyko, że będziecie chcieli wziąć tam nocleg, albo zobaczyć coś ciekawego, to wymagane jest posiadanie potwierdzenia, że wasze auto łapie się w limitach emisji nieczystości. My kupowaliśmy eko naklejkę w Polsce, ale wiem, że można to zrobić w każdej stacji kontroli pojazdów na terenie Niemiec (posiadając dowód rejestracyjny auta) i wyjdzie Wam to nawet taniej. Tylko podobno czas oczekiwania jest na tyle długi, że na spokojnie można iść na dwudaniowy obiad z deserem.

Parkowanie w większości miast, które mijaliśmy jest idiotycznie drogie (w porównaniu do praktycznie wszystkich miast w Polsce). O ile u nas strefa płatnego parkowania zazwyczaj obowiązuje w centrum, tak np. w Amsterdamie, Brukseli i większości mijanych (nawet małych) miast w UK płacić trzeba wszędzie, nawet na przedmieściach. Za godzinę wychodziło mniej więcej 10-12zł (dla porównania - płatna strefa parkowania w Warszawie to koszt ~4zł za godzinę).

Co innego parkowanie poza miastem. To jest kolejna rzecz, o której chciałam napisać, ale dojdę do tego za chwilę.

Prowadzenie auta w moim odczuciu było najbardziej komfortowe w Niemczech. Niemcy mają bardzo wysoką kulturę jazdy. Nikt nikogo nie wyprzedza prawym pasem, nie zajeżdża drogi, kierowcy z dużym wyprzedzeniem pokazują chęć wykonania manewru. Jeśli gdzieś się pomylicie, zjedziecie nie na ten pas, na który chcieliście, to w 95% przypadków inny kierowca Was wpuści.

Zazwyczaj jak zachowacie się jak przysłowiowa “dupa wołowa”, to kierowcy Was nie strąbią. Klaksonu używa się tam głównie jako ostrzeżenia, a nie jako sposobu, do opieprzenia kogoś za błąd. No bo nie oszukujmy się - czy istnieje kierowca, który nigdy nie zrobił niczego głupiego, bo nie zauważył, bo się pomylił, bo cokolwiek? No właśnie ;)


Z kolei jazda w UK w pierwszej chwili może być trochę zagmatwana. Mam tu na myśli ruch lewostronny, który generalnie należy do rzadkości; możecie więc czuć się trochę zdezorientowani. Dla mnie najmniej intuicyjne było skręcanie w prawo, dla Adama jazda po rondach. Ale uwierzcie mi, po jednym dniu przestałam czuć się niekomfortowo jeżdżąc po brytyjskich miastach. Da się przyzwyczaić i nie ma się czego bać :)



Prom czy pociąg?
To jest dobre pytanie. Ale niezależnie od tego co wybierzecie, to najlepiej rezerwować przejazd z wyprzedzeniem. Najtaniej jest kupić bilet na konkretną godzinę, ale jeśli tak jak my nie wiecie jak Wam się dojedzie, to przynajmniej wybrać bilet z możliwością wykorzystania go przez cały dzień. Taki bilet jest zazwyczaj 2 razy droższy, ale jeśli przyjedziecie na miejsce i będziecie chcieli kupić bilet w kasie, to zapłacicie za niego jeszcze więcej.
Wybranie pociągu zaoszczędzi Wam jakąś godzinę względem promu, ale będzie droższe. Jakość i komfort jazdy są porównywalne. Czas oczekiwania w kolejce do wjazdu jest taki sam - w obu przypadkach najlepiej być godzinę wcześniej.

(wjazd do pociągu)

(pociąg)

(promy)

Gdzie nocować?
Jeśli planujecie dłuższy trip po Szkocji, to bardzo dobrym pomysłem jest nocowanie na dziko. O ile w południowej części UK na większości parkingów znajdziecie znak, mówiący o zakazie parkowania auta na noc, o tyle w Szkocji tego ograniczenia zazwyczaj nie ma. I są to parkingi całkowicie darmowe.
Więc chcąc jak najbardziej ciąć koszta możecie tak jak my spać w aucie albo zainwestować w namiot. W obu przypadkach przydadzą Wam się dmuchane materace i śpiwory, owszem to również jest jakiś tam koszt, ale dla porównania jeden nocleg w pokoju jakości niższej niż polski akademik, to koszt conajmniej 160zł za noc. Większość ofert na bookingu i airbnb plasują się w okolicach 500zł. Więc definitywnie koszt namiotu, materacy i śpiworów zwróci Wam się po 1-2 noclegach.
Jeden z naszych dzikich noclegów (w Loch Lomond) wyglądał tak:


Na takich parkingach spotkacie głównie campery.


Warunki trochę harcerskie, ale jeśli nie macie dużych wymagań, to są wystarczające. Cisza, spokój i dowolność. No i może się okazać, że robiąc sobie śniadanie poznacie nowych ludzi :)
Kwestie brania prysznicu rozwiązaliśmy tak, że co drugi dzień nocowaliśmy w pokojach albo hotelikach. Dobrą alternatywą może być także prysznic na parkingach dla tirowców, choć nie ma ich w Szkocji zbyt wiele.
W przyszłości (jadąc w cieplejsze niż Szkocja rejony) planujemy zakup plenerowej kabiny prysznicowej, którą trzeba napełnić podgrzaną wodą przed każdym użyciem.

Gdzie jeść?
Stołowanie się po drodze zazwyczaj było dość spontaniczne. Nie planowaliśmy z góry gdzie się zatrzymujemy i co jemy. W trasie (przy autostradach) najczęściej były to fast foody (dużego wyboru nie ma, a jest to najszybsze rozwiązanie). Jednak po dotarciu do UK w większości gotowaliśmy sami.



Jeśli w ogóle jedliśmy gdzieś “na mieście” to były to obiady. Jednak z uwagi na niski budżet wyjazdowy najtaniej było nam kupować składniki w marketach i gotować na parkingu. I znów - koszt plenerowej kuchenki i wkładów z gazem zwrócił nam się po 2 dniach.


Do robienia kawy używaliśmy Aeropressu.



Muszę przyznać, że nocowanie w aucie i gotowanie w plenerze, to są te rzeczy, które poniekąd definiują mi udany wyjazd do Szkocji. Dzięki temu miałam szansę pobyć z dala od cywilizacji, być w kontakcie z naturą i mam wrażenie, że zrobiłam coś dla siebie i dla swojej duszy.
Pewnie powiecie, że to głupie, ale ja bardzo potrzebowałam tej ucieczki. W pewnym sensie zostawiłam za sobą wszystkie problemy i rozterki.

Amsterdam - miasto rowerów
Nasz pierwszy dłuższy przystanek w drodze do Szkocji.
W sumie miasto rowerów i miasto kanałów.
Praktycznie całe centrum to urocze kanały i małe mostki.



Infrastruktura rowerowa jest wysoko rozwinięta, są ścieżki i udogodnienia. Większość mieszkańców stolicy Holandii wybiera rower. Są również rowery miejskie, z których z łatwością mogą korzystać także turyści i inne osoby, które nie mieszkają na stałe w Amsterdamie.
My również zdecydowaliśmy się na taką formę zwiedzania tego miasta, bo parkowanie auta w Amsterdamie to jest koszmar! ;)



W Amsterdamie byliśmy jeden dzień, nie mogę powiedzieć, że się w nim zakochałam, ale na pewno ma swój niepowtarzalny urok i styl. Definitywnie warto odwiedzić to miasto.

(tego słodziaka spotkaliśmy w okolicach targu kwiatowego)

Bruksela na słodko
Bruksela to kolejne miasto “po drodze”. Nie planowaliśmy się tam zatrzymywać, ale “szkoda ominąć, skoro jesteśmy tak blisko”.


Piękne budynki w okolicy centrum, pyszne gofry belgijskie z prawdziwą belgijską czekoladą.







Będąc w tym mieście warto na chwilę zawiesić dietę ;)


Stonehenge i hipisi
Stonehenge to miejsce, które ma w sobie pewną magię. Nie, żebym wierzyła w magiczność tego miejsca i powiązania z obcymi; mam na myśli jego styl i energię.
Mimo wielu chętnych na odwiedzenie go jest tam cicho, spokojnie i można w pewnym stopniu nawiązać kontakt z naturą.


Tylko cena… Brytyjczycy definitywnie wiedzą jak zarabiać pieniądze, za oglądanie kamyczków w polu opłata jest w wysokości około 100zł za osobę. I większość osób jest gotowa tyle zapłacić. Dodam jeszcze, że w cenie biletu jest uwzględniona wystawa poświęcona kręgowi. Mimo wszystko - cena to według mnie nadal drobne przegięcie.
Ale horrendalną opłatę da się ominąć jadąc od drugiej strony i co więcej - jest to całkowicie legalne! Wchodzicie na czyjeś prywatne pole (jak widzicie na zdjęciu poniżej, właściciel nie ma nic przeciwko) i jesteście tylko 2-3 metry dalej od kręgu niż osoby, które kupiły bilet (koordynaty dla cebul takie jak ja tutaj: 51.181009, -1.828879).


Birmingham i UK Games Expo



Kolejnym przystankiem na naszej drodze był Birmingham. Z tej wizyty cieszę się podwójnie. Miałam wreszcie okazję spotkać się z moją pierwszą listową przyjaciółką - Eriką. Piszemy ze sobą już od ponad roku i jest jedną z niewielu osób, które mnie w pełni rozumieją i nie oceniają. I jednocześnie jest jedną z bardzo nielicznych osób, którym zaufałam.
Nie będę się wdawać w szczegóły mojego niepoukładanego umysłu, bo nie o tym jest dzisiejsza notka, ale uwierzcie mi, spotkałam bratnią duszę. Nie spodziewałam się że to kiedykolwiek nastąpi.


W Birmingham spędziliśmy 3 dni, łącznie z odwiedzeniem UK Games Expo. Są to jedne z większych targów gier planszowych w Europie. Mieliśmy okazję spotkać tam takich samych planszówkowych świrów jak my, twórców znanych gier, poznać projekty nowych gier w limitowanych edycjach i po prostu miło spędzić czas.





Zakupiliśmy jedną nową grę i trochę elementów do makiety Warhammera, którą mamy robić wspólnie z Adamem. Nie, żebym sama była fanką Warhammera i malowania figurek, ale chętnie pobawię się w robienie makiety :)

Jadąc dalej zatrzymaliśmy się także w Nottingham, gdzie poszliśmy do Warhammer World. Mimo, że kompletnie mnie ta gra nie interesuje, to jestem pod wrażeniem! Z resztą samo oceńcie! Pragnę zauważyć, że to jedne z mniejszych makiet, jakie tam widziałam, największa zajmuje cały pokój  o powierzchni około 20m2 i ma wysokość conajmniej 1 piętra (jednak tej nie udało mi się dobrze sfotografować ze względu na kiepskie oświetlenie i małe możliwości skadrowania).





W drodze
W drodze do Szkocji  oraz już na jej terenie zrobiliśmy jeszcze kilka przystanków w mniejszych i większych miasteczkach. Po pierwsze warto je odwiedzić, po drugie były okazją do odpoczynku w czasie jazdy.

Oxford
Miasto - akademik. Wszędzie uczelnie i studenci. Definitywnie warto przejść się pośród pięknych budynków, które były świadkami wielu sesji poprawkowych ale również graduacji.





York
Główną (jak dla mnie) atrakcją tego miasteczka jest malutka uliczka Mermaid Street. Poza tym w Yorku można trochę “zwolnić tempo”, nie czuć tego wielkomiejskiego zgiełku i pośpiechu.


(ulica, na której kręcono sceny do Harrego Pottera)

Leeds
W Leeds spędziliśmy około godziny, bo to co chcieliśmy zobaczyć, to Kirkstall Abbey. Z zewnątrz może się wydawać, że to nic ciekawego, ot ruiny opactwa, ale po wejściu do środka czuć “to coś”.




Dover
Małe miasteczko na południu Wielkiej Brytanii, które słynie z przepięknych klifów.
Warto odwiedzić zwłaszcza, jeśli zdecydujecie się na przeprawę promową.



Londyn
O stolicę zahaczyliśmy już w drodze powrotnej z uwagi na sprawy biznesowe Adama. To był jeden dzień w czasie naszego tripu, gdzie miałam czas tylko dla siebie. Mogłam sama pokręcić się po uliczkach Soho i zrobić przystanek na kawę. Ale do kawowej mapy naszego wyjazdu dojdę za chwilę.

(pub w Londynie w piątek wieczorem)

Meszki
Szkocja = meszki. I nie myślcie sobie, że to nic wielkiego; to jest największa zmora tego regionu. Żrą gdzie popadnie i kiedy się da. Nie działa żaden Off ani inny tego typu specyfik. Jedynym ratunkiem jest moskitiera, ale nie taka standardowa, bo to cholerstwo jest tak małe, że przeleciałoby przez nią z łatwością. My użyliśmy rajstopy.
Nie mniej jednak nie udało nam się całkiem uniknąć ugryzień. Swędzi jak diabli, robią się wielkie puchnące znaki. Do tej pory mam ślady ugryzień (a od powrotu minęły już ponad 3 tygodnie) i nawet w miejscach, gdzie już ich prawie ich nie widać nadal czuję świąd.
Adam przeszedł to trochę łagodniej, bo aktualnie już przestaje odczuwać dyskomfort. Mnie generalnie wszelkie ugryzienia paprzą się dłużej - taka moja uroda.

Szkocja w zdjęciach
Wydaje mi się, że napisałam już większość swoich spostrzeżeń odnośnie Szkocji. Czas więc na zdjęcia :)

(w razie gdyby ktoś był daltonistą)




















Najbardziej urzekła mnie wyspa Skye i Coral Beach.
Szkocję definitywnie odwiedzę ponownie, bo nadal są tam miejsca, w które nie dotarłam. Naszym największym wrogiem był czas.

Gdzie piliśmy dobrą kawę?
Szukając dobrych kawowych miejsc posiłkowaliśmy się głównie opiniami na Foursquare i Google Maps. Jako kawowy freak, który powoli zaczyna wdrażać się w ten świat miałam okazję poznać nowe smaki i spróbować ziaren z różnych regionów, różnie palonych i parzonych w różnych warunkach. Miejsca, które odwiedziliśmy i które polecam:

Amsterdam - White label coffee



Bruksela - OR Espresso Bar



Birmingham - Faculty


York - The Perky Peacock Coffee Shop
(niestety nie zrobiłam żadnych zdjęć, gdyż złapaliśmy tylko kawę i ruszyliśmy dalej)

Edynburg - Brew Lab Coffee


Londyn - 39 Steps Coffee


Berlin - Chapter One Coffee


Poznań - Stragan Kawiarnia


Podsumowując - wyjazd był mega. Widoków nie da się niczym opisać, a nawet najlepsze zdjęcia nie dadzą rady oddać niezwykłości odwiedzonych miejsc.
Do następnego, Szkocjo!

(Poznań, Kontenery)

Na koniec film, który jest sumą najlepszych ujęć i filmów, które zrobiliśmy!




16 komentarzy:

  1. Przede wszystkim...fajnie, że wyprawa się udała i spełniła, a może nawet przerosła Wasze oczekiwania:) Notka mega ciekawa, mnóstwo przydatnych informacji, piękne zdjęcia w wielkiej ilości czyli tak, jak lubię. Marzy mi się zwiedzanie Szkocji ale wyprawa samochodem nie wchodzi w grę. Chyba już o tym wspominałam, że prowadzenie samochodu nie sprawia nam już frajdy. Poza tym nasze 4 kółka to smok na benzynę, pije 13 litrów na 100 więc to się w ogóle nie kalkuluje. No i... na starość człowiek robi się wygodny więc 'mieszkanie' w samochodzie nie wchodzi w grę chociaż w naszym mogłoby być całkiem wygodnie;) A teraz obejrzę filmik, w którego montaż włożyłaś tyle wysiłku:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniała wycieczka :) Zazdroszczę, ja chyba nie potrafiłabym pojechać tak daleko samochodem, do miejsca którego kompletnie nie znam (Szkocję znam jedynie z filmu "Moja dziewczyna wychodzi za mąż" więc...) na pewno bym się zgubiła, zamotała i nie wróciłabym już do domu. Pomysł na takie dzikie wakacje, gotowanie samemu, spanie w samochodzie, to kuszący pomysł :) Może zrobię z ukochanym coś takiego na próbę, na początek po Polsce :)
    Fantastyczne zdjęcia, niesamowite fotografie!
    Pozdrawiam cieplutko myszko :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczny wyjazd! Coś niesamowitego, wyjazd autem, spanie na parkingu, gotowanie po drodze. Świetna przygoda. To naprawdę świetnie,kiedy nie ograniczają godziny meldowania w hotelu, miejsca, gdzie ma się nocleg, można swobodnie zjechać jak coś zachwyci, i niczym nie przejmować. Kuszą mnie takie wakacje!
    A Szkocja wydaje się piękna, mam wrażenie,że tam naprawdę można odciąć się od codzienności i poczuć siłę natury:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna wycieczka , fantastyczne zdjęcia i film. Czy dron był w użyciu ? ;-)
    Co do podróży autem ,w życiu bym na to nie poszła ;-)))
    Podziwiam odwagę i to że daliście radę ! :-)




    OdpowiedzUsuń
  5. Hehehe Ja również chciałabym zatrzymywać się przy fajnych miejscach, no bo skoro już tak blisko nich jestem. :D Byłam w Niemczech, nie autem, bo nie prowadzę, ale kulturę jazdy podziwiałam tam na całego.

    No, a co ty tam szydełkujesz? :)

    Ja rozumiem i również potrzebuję takiej ucieczki. Dla mnie to fajowe, dzikość, odcięcie się na chwilę od zgiełku. Podoba mi się, sam post powoduje, że czuję się fajnie. :)

    Odwiedziłabym wszystkie te miejsca. Wspaniale, że spotkałaś się z Eriką, że masz taką osobę. Bezcenne.

    Patrzę, na te wszystkie zdjęcia i zastanawiam się co ja jeszcze robie w tym moim nudnym mieście bez życia. hehe Mieściny z toną komarów bym znienawidziła, mam uczulenie na te małe potwory.

    Wspaniałe zdjęcia, góry mnie zachwycają. Filmik jest świetnie zrobiony, bardzo przyjemnie mi się oglądało. Brawo. Miło jest tak z Wami podróżować. Pozdrawiam serdecznie. :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny wyjazd! Zdecydowanie jestem tym typem podróżnika, któremu nie trzeba drogich hoteli, pluszowych ręczników i wygodnego leżaczka na plaży, bo na sam opis spania w samochodzie i pichcenia na parkingu cieszy mi się buzia! :) Coś fantastycznego! Super, że po drodze udało Wam się obskoczyć jeszcze tyle miejsc! W Szkocji jeszcze nie byłam, ale aktualnie najbardziej marzy mi się Amsterdam, więc zazdroszczę wizyty w tym mieście :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawa wyprawa, na pewno zostanie z wami wiele pięknych wspomnień, zdjęcia piękne! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkocja jest niesamowita, jest tu tyle miejsc do odkrycia :)
    Znajome miejsca, na Loch Lomond mam godzinkę jazdy autem więc swego czasu z mężem często tam jeździliśmy, a to na grilla albo tak po prostu pospacerować. W tym roku zwiedzamy miejsca w których jeszcze nie byliśmy bliżej Anglii, ale wciąż w Szkocji :)

    Wow podziwiam Was, że jechaliście autem tyle kilometrów, dla mnie 7 godzin to jest już za dużo, jak jesteśmy w Polsce i wypożyczamy auto to właśnie tyle musimy przemierzyć, żeby z Sebka stron dostać się do mnie. I ciężko jest mi usiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawa wyprawa. Wszystkie z tych miejsc chciałabym odwiedzić. Mi marzy się kiedyś mieć kampera i nim tak podróżować:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkocja jest na prawdę magiczna! :O Super podróż, na pewno niezapomniane wrażenia. :) Ja póki co mam na celowniku cieplejsze miejsca, ale może i tam kiedyś wyląduję. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowne dzikie szkockie wakacje. Nie wiedziałam, że są pociągi, które przewożą samochody w taki sposób. To dla mnie nowość. I chyba nie puściłabym się samochodem za granicę. No oki, do Czech dam jeszcze radę :p

    OdpowiedzUsuń
  12. Marzy mi się taka wyprawa, to zupełnie inny level podróżowania!

    Zapraszam!
    mój blog
    mój instagram

    OdpowiedzUsuń
  13. A w jakim programie obrabiasz filmy? Ciągle mam z tym problemy... Do zdjęć mam widać, więcej serca.

    Żywiołowi z Was ludzie, mało dziś osób porywa się na takie długie przejazdy. Mój mąż wysiada po 12 godzinach prowadzenia samochodu, więc nawet mu nie proponuję takiej podróży ;P
    Też widzę po drodze mnóstwo miejsc, w których moglibyśmy się zatrzymać, ale kierowca patrzy tylko do przodu na tą biała kreskę przed sobą ;) Nie narzekam. Po prostu kiedyś trzeba będzie zaplanować konkretną trasę zwiedzającą, a nie "po drodze do ojczyzny", bo to się nigdy (nam) nie udaje.

    Amsterdam dość często w tym roku widuję na blogach. Dlatego muszę Ci powiedzieć, że masz oko do dobrych kadrów (Ty albo on, bo nie wiem...). Unikatowo pokazałaś zwiedzanie tegoż miasta, jakby zupełnie na nowo je oglądała. To się bardzo chwali!

    Uśmiałam się przy zdjęciu, gdzie widać, że ciągniesz swojego partnera za sobą ^_^

    Stare opactwo wygląda magicznie. Na żywo naprawdę musi być cudownie. Lubię takie klimaty.

    Pozdrawiam serdecznie i zapowiadam swój powrót tutaj :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wow, ile świetnych widoków, podziwiam (i widoki, i organizację). Ja jestem z tych, co to wolą, żeby ich wszędzie autokarkiem zawieźli, oprowadzili i odstawili z powrotem (ale może mi się kiedyś odmieni) :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam. no to Ty masz już 'zaliczone' moje marzenie :) dziękuje za ten wpis. Super naturalne zdjęcia. pozdrawiam asia

    OdpowiedzUsuń

Instagram