Wycieczkowo

Miałam napisać tuż przed wyjazdem w góry, ale kompletnie nie było kiedy, teraz też kiepsko stoję z czasem i mam kocie zmartwienie.
Kwestia barfowania jest w miarę ogarnięta (Misiek i Purka na plus, Amaya zje tylko, jak zmieszam 2 łyżeczki barfu z dotychczasową karmą). Dodatkowo włączona jest pasta z metioniną, więc o mocz się nie martwię.
Problem zaczyna się natomiast z Misiowym zdrowiem, bo ma ostre zapalenie trzustki, więc jest stale na lekach przeciwbólowych oraz na antybiotyku. Dopóki działają leki, jest ok, jak przestają, kot staje się osowiały i obolały.
Póki co musi być na diecie, więc barf dla niego będzie gotowany i niskotłuszczowy.

Najgorzej, że problemy zaczynają się zawsze wtedy, kiedy ja muszę wyjechać, wszystko jest już zarezerwowane i kupione, nie mam jak odwołać tego ani przełożyć na inny termin. No i zostawiam Adama samego z problemem, jestem przerażona, bo on kompletnie nie ogarnia jak obsługiwać koty w razie choroby. Miota się jak dziecko we mgle…
Staram się jednak nie martwić na zapas.


Nasz wyjazd z Majką w góry wypadł zaskakująco dobrze, lepiej niż się tego spodziewałam. Podróżowaliśmy wyłącznie pociągami, busikami i komunikacją miejską/publiczną.
Moją relację podzielę pod względem odwiedzonych miejsc zamiast opisywać ją chronologicznie - tak będzie mi łatwiej napisać zwięźle i w miarę możliwości przekazać wszystko, to co bym chciała.


Kudowa Zdrój

Nasz wyjazd rozpoczęliśmy właśnie w Kudowie, nocleg wykupiliśmy u bardzo miłych gospodarzy, którzy mają cudownego przyjacielskiego psiaka (niestety  nie udało mi się zrobić mu zdjęcia) oraz bardzo towarzyskiego burego kotka.



Kotek bardzo często przychodził do nas na mizianki oraz w celu wyżebrania trochę śniadania lub kolacji ;) Nawet bardzo nie bał się Majki, która bardzo entuzjastycznie witała go na naszym tarasie!




Samo miasteczko jest bardzo ładne, zadbane i czyste. Nie ma w nim zbyt wiele atrakcji, szczególnie dla dzieci, ale z racji swojej wielkości i niespecjalnie dużej ilości turystów można w nim odpocząć od wielkomiejskiego zgiełku.



Kudowę potraktowaliśmy jako bazę wypadową do pobliskich miasteczek i atrakcji w Górach Stołowych.
I co najlepsze, tutaj był o wiele lepszy wybór czekolady Studenckiej, niż we wszystkich czeskich miasteczkach, które odwiedziliśmy razem wziętych!


Błędne Skały

Skalny labirynt, to jedno z tych miejsc, które zdecydowanie trzeba odwiedzić będąc w Parku Narodowym Gór Stołowych.
Pod Błędne Skały można podjechać autem, ale wydaje mi się, że rezygnując ze szlaku pieszego spod parkingu „na dole” zepsujecie sobie całą atrakcję. Wejście nie jest może super proste (mówię tu o ostatniej części szlaku), ale na prawdę warto je zaliczyć!
Obejście samego labiryntu trwa około 45 minut, widoki są po prostu obłędne, zdjęcia nie są w stanie ukazać jak pięknie jest tam w rzeczywistości (jak z resztą w każdym z kolejnych miejsc, które opiszę poniżej).


Pewnie zadacie mi takie samo pytanie jak praktycznie każdy mój znajomy, któremu mówiłam, że jadę w góry z Majką: „Jak Ty zamierzasz tam chodzić z takim małym dzieckiem?”
Odpowiedź jest prosta - Majka chodzi już całkiem nieźle, a przede wszystkim lubi to! Tam, gdzie szlak nie był bardzo trudny wystarczyło założyć jej szelki asekuracyjne i biegała sama (nie zawsze w tym kierunku, w którym chcieliśmy, więc  jeśli na kierunkowskazie napisane było, że przejście zajmuje godzinę, to należało ten czas podwoić).



Natomiast tam, gdzie szlak przekraczał jej możliwości, lub kiedy była już za bardzo zmęczona na ratunek przychodził plecak z siedzonkiem, bądź Tula. Obie formy były wygodne, stosowaliśmy je na zmianę w zależności od tego jak wiele rzeczy trzeba było zabrać ze sobą w danym dniu (prognozy pogody sprawdzaliśmy parę minut przed wyjściem, bo były najbardziej pewne i aktualne).




Szczeliniec Wielki



Skalne formacje w mieście na szczycie Szczelińca przybierają przeróżne kształty, niekiedy przejście pomiędzy nimi jest bardzo wąskie i niskie.



Czasem trzeba było zdejmować plecak, czasem trzeba było przeczołgać się na kolanach. W takie miejsce zdecydowanie warto zakładać ciuchy, których nie szkoda zniszczyć albo pobrudzić.


Szczeliniec w moim odczuciu jest dużo ciekawszy niż Błędne Skały, ale to kwestia indywidualna, wielokrotnie słyszałam odmienne opinie.




Wejście na Szczeliniec jest niestety dużo bardziej upierdliwe niż w przypadku skalnego labiryntu, ponieważ na górę prowadzą schody. Tak więc w naszym przypadku bariera nie do pokonania przez Majkę, która dopiero uczy się wchodzenia po schodach, udaje jej się tylko, jak są bardzo niskie stopnie.



W przypadku Szczelińca atrakcje dla niej zaczęły się dopiero na samej górze.





A w schronisku na Szczelińcu, jak komuś dopisze szczęście, może spotkać kociego protektora.


Skalne miasto w Adršpach


Jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie kiedykolwiek widziałam w całym swoim życiu.




W moim odczuciu dużo bardziej atrakcyjne niż dwa poprzednie i wiem na pewno, że jeszcze tam wrócę!



Dla osób niezmotoryzowanych (tak jak my póki co) są dwie opcje dojazdu z Kudowy - pierwsza, to wycieczka zorganizowana, druga, to dojazd do miasta Náchod, złapanie pociągu do Teplic, a następnie przesiadka do kolejnego pociągu do Adršpach. Wbrew pozorom polecam tę drugą opcję, ponieważ wycieczka zorganizowana zakłada przejście tylko szlakiem przejezdnym dla osób niepełnosprawnych oraz matek z wózkami dziecięcymi, natomiast to na terenie skalnego miasta jest dużo więcej atrakcji, które zdecydowanie warto odwiedzić.





My wykupiliśmy sobie wycieczkę zorganizowaną, ale ze względu na Majkę, która po przejechaniu autokarem miała ochotę chodzić sama (a wycieczka szła trochę szybszym tempem), bardzo szybko odłączyliśmy się od wycieczki, obeszliśmy park sami i wróciliśmy na własną rękę do Kudowy.







Kłodzko

Małe miasteczko, którego główną atrakcją jest twierdza, do której w końcu nie dotarliśmy. Przeszliśmy się chwilę po starym mieście zaliczając wszystkie możliwe fontanny i poszliśmy na szybkie zakupy, bo jak się okazało wzięliśmy ze sobą za mało ubrań na zmianę dla Majki (o zgrozo, brudziła się 3 razy bardziej niż normalnie), a w mieszkaniu nie mieliśmy dostępu do pralki…



Náchod

Małe czeskie miasteczko tuż przy granicy z Polską, stanowiące w sumie punkt przesiadkowy do innych czeskich miast. To właśnie stąd można dojechać do skalnego miasta, Pragi i innych ciekawych miejsc w Czechach.


Miasto samo w sobie zadbane i dość czyste, jedyną atrakcją turystyczną jest zamek i rynek.


Z kolei dla Majki jedynymi atrakcjami był sklep z zabawkami, fontanna oraz kawiarnia, w której dają pyszne gofry!


Hradec Kralove

Kolejne czeskie miasto, większe niż Náchod, ale mniejsze niż Brno.




Zdecydowanie najczystsze, jakie miałam okazję odwiedzić w Czechach, i co mnie mocno zaskoczyło - z dość sporą ilością osób, która mówi w języku angielskim (na terenie Czech jest generalnie z tym problem, 2 lata temu kiedy odwiedzaliśmy stolicę Czech - Pragę, nawet na lotnisku nikt nas nie rozumiał, kiedy chcieliśmy o coś spytać w języku angielskim).




Będąc w Hredec’u warto odwiedzić kawiarnię Cafe na kole oraz mały sklepik z ręcznie wykonanymi rzeczami Modry Atelier.

Wrocław

Miasto, które odwiedzam ilekroć jestem gdzieś w pobliżu - kocham je za przepiękne klimatyczne uliczki, sympatycznych ludzi i za tętniące życiem o praktycznie każdej porze dnia i nocy stare miasto.
We Wrocławiu mieliśmy tylko jeden nocleg, więc nie było czasu na odwiedzenie wszystkich tych miejsc, na których mi zależało (moje ulubione to ogród botaniczny i zoo). Ograniczyliśmy się do obejścia starego miasta i spędzeniu około godziny przy fontannie i bańkach, które wyjątkowo spodobały się Majce.





Katowice

Po odwiedzeniu Gór Stołowych i Wrocławia przyszedł czas na GOP.




Katowice zdecydowanie lubię za dobrą kawę (kawiarnia Synergia), jednak samo miasto niespecjalnie mnie zachwyciło - brudno, w okolicach rynku praktycznie brak żywej duszy (szczególnie przy takiej sobie pogodzie), powietrze takie, że możnaby je „kroić nożem”.


I to, co rozczarowało mnie najmocniej - wszelkie miejsca kultury są pozamykane w poniedziałki.
Unikalnych i wyjątkowych sklepików w Katowicach nie jest wiele, ale jeśli dobrze poszukać, to da się znaleźć 3, które są warte polecenia: Geszeft, Gryfnie i mały sklepik znajdujący się w budynku Rondo Sztuki, a którego nazwy nie pamiętam.


Gliwice



W Katowicach mieliśmy tylko 3 pełne dni, z czego jeden to zaplanowany wypad do Ostravy, więc siłą rzeczy nie zdołaliśmy objechać całego GOPu. Postanowiliśmy jeden dzień spędzić w Gliwicach.


Pojechaliśmy w poniedziałek i ku naszemu rozczarowaniu okazało się, że palmiarnia i ogród botaniczny są zamknięte… Pochodziliśmy po mieście zaliczając parki i wszelkie fontanny i wróciliśmy do Katowic. Gliwice zostają do odwiedzenia kiedyś przy okazji, jak znów będziemy gdzieś w pobliżu.


Ostrava



Małe, ale niepozorne Czeskie miasto - z Katowic to tylko 1,5 godziny drogi pociągiem.
Rynek i małe uliczki wokół bardzo urokliwe, warto zajrzeć do sklepiku Ty Identity (ciekawe ręcznie wykonane designerskie przedmioty w niskich cenach).



Jednak to, co w Ostravie jest najfajniejsze, to industrialne miasto Vitkovice.


Jest to stara, nieużywana już fabryka stali zbudowana na złożach węgla.



Aktualnie stanowi miejsce do spotkań towarzyskich, jest tam kilka hipsterskich kawiarni, w tym jedna na samym szczycie jednej z wież.




Trochę żałuję, że mieliśmy tak mało czasu, bo z chęcią poszłabym na wycieczkę z przewodnikiem po całej fabryce, wtedy jest szansa na obejście wielu ciekawych i niedostępnych normalnie miejsc. Ale to może następnym razem, może jak Majka będzie trochę większa i nie będzie trzeba nosić jej w nosidle.





Wyjazd podsumowuję na jakieś 4, nie jest łatwo podróżować z małym berbeciem, który nie zawsze ma ochotę na zwiedzanie (z tego głównie powodu nie zwiedziliśmy wszystkiego), a który zatrzymuje się i chce oglądać każdą jedną ławkę, każdy jeden słupek i co drugi kamień. Ale nie było też tragedii, bez problemu udawało nam się przemieszczać między jednym miejscem, a drugim, podróżowanie z dzieckiem wymuszało na nas zdrowe odżywianie się (chyba głównie dlatego, że moje dziecko nie chce jeść frytek, czy pizzy, na obiad mają być ziemniaki, kotlet i najlepiej buraczki, albo surówka z marchewki!!) i w sumie nastawialiśmy się na to, że to jest wyjazd głównie dla niej, a nie dla nas. Wakacje z małym dzieckiem nigdy nie będą prawdziwym wypoczynkiem dla rodziców ;)
Wypoczynek dla nas przewidziany jest we wrześniu :)


8 komentarze: