Po trochu o wszystkim

Może zacznę od tego, na czym skończyłam w ostatnim poście.
Mój "art spirit" przeżywa teraz drobny kryzys. I nie dlatego, że mi się nic nie chce, ale że nie mam teraz tyle czasu na zabawy handmade ile bym chciała. Pomysłów tysiąc na minutę, ale nie ma kiedy do tego usiąść. Z bransoletkami aktualnie jestem już chyba na mecie, raczej nie będę zaczynała kolejnych w najbliższym czasie. Narobiłam ich tak dużo, że momentami nie wiem którą założyć ;)


Kto zgadnie, która była najtrudniejsza? ;)
Aktualnie moja wena idzie w kierunku rysunków - niekoniecznie tych digitalizowanych.


Póki co odstresowuję się przy kolorowankach, ale mam w planie wykonać ciekawy projekt pod tytułem "gdyby mój kot był człowiekiem to wyglądałby tak". Sama mam 3 koty i chciałabym je narysować w tej formie. Bardzo możliwe, że potem przeniosę to do jakiegoś programu graficznego, ale założenie jest takie, żeby w pierwszej kolejności wykorzystać do tego kredki. Mam już koncepcję jak mają wyglądać postaci, widzę je przed oczami. Może dodam krótki opis ich charakteru - nie dłuższy niż 5-10 zdań. Tak sobie myślę, że mógłby powstać z tego jakiś konkurs z nagrodami, ale to jeszcze do przemyślenia. Jeśli już, to będę o tym pisać raczej na naszym fanpage'u (o tutaj: Wymruczane Marzenia). Chyba najrozsądniej będzie zająć się tym po nowym roku. Może wtedy będę miała trochę więcej czasu, choć też nie mam pewności. W styczniu jak dobrze pójdzie, to szykuje nam się wyjazd za granicę. Ale póki co nie będę się zagłębiać w temat, bo to jeszcze nic pewnego.

Odnośnie moich kotów, to w chwili obecnej wszystko się sypie.
Urwis ma się źle. Nowotwór odrósł w zastraszająco szybkim tempie i jest klasyfikowany jako nieoperacyjny. Nie mamy pojęcia ile czasu mu zostało, widać że kot czuje się coraz gorzej i ma coraz mniej chęci do życia. Dopóki jeszcze widać w nim choćby najmniejszą tlącą się iskierkę nie zdecydujemy się na eutanazję. Ale prawdę mówiąc nie wiem ile czasu on jeszcze będzie miał siłę żyć. Czuję się fatalnie, nie mogę pogodzić się z tym, że on umiera. Kot, z którym spędziłam w zasadzie całe swoje dzieciństwo. On ma dopiero 15 lat, przed nim mogło być jeszcze trochę życia... Nie mogę się z tym pogodzić, to niesprawiedliwe :(


Moje koty też w nienajszczęśliwszej formie. Co prawda badania moczu powychodziły niezłe, ale Misio ma ciągłe nawracające stany zapalne żołądka. Jednen przeleczymy i za moment pojawia się kolejny. Miał usunięte kolejne psujące się zęby, jest już po konsultacji USG, które też nie wyszło idealne. Czekam jeszcze na kolejną konsultację wyników z wetem, mam jakieś złe przeczucia (tfu tfu) :(


Z kolei Purce leczymy teraz zmiany skórne, które nagle pojawiły się na dwóch łapkach. Dostaliśmy maść ze sterydem i 2 razy dziennie musimy smarować łapki i na pół godziny zakładać jej kołnierz... Moja biedna lapma nie umie w tym chodzić - 'zawiesza się', klinuje, albo spada z łóżka.
Żal mi jej, ale nie ma wyjścia, lepsze to, niż żeby zlizała to świństwo...


Na wyniki badań Amai nadal czekam. Tutaj mam nadzieję, że będzie przynajmniej tak jak było do tej pory...


Święta już za pasem, w tym roku czas mija mi bardzo szybko, jest już połowa listopada, nie wiem gdzie mi zginął cały ostatni miesiąc. W tym roku nie czuję gorączki prezentów, postanowiliśmy wspólnie, że Mikołaj odwiedzi tym razem tylko najmłodszych, czyli trójkę dzieci mojego brata i moją córeczkę. Jeszcze nie ustaliliśmy kto co przygotowuje, ale mogę się spodziewać, że tak jak przez ostatnie kilka lat nam przypadnie sałatka i jakieś jedno ciasto. To będzie spore pole do popisu, bo ostatnio dość często pieczemy - a w sumie nie ja, ale mój mąż ma do tego smykałkę. W moim przypadku pieczenie to jedna wielka porażka. Mogę gotować, smażyć, dusić... ale od piekarnika trzymam się z daleka. 
Świąt jak co roku nie mogę się doczekać - spotkania z rodziną, zapachu choinki i smaku mandarynek :)


A w tym roku będzie jeszcze weselej niż zwykle ;)



4 komentarze:

Zdajemy pierwsze relacje!

Dziś mija dokładnie miesiąc od narodzin naszej córeczki :)
Mamy się wszyscy dobrze i mimo nieprzespanych nocy jesteśmy naprawdę szczęśliwi.
Maja urodziła się 20.10 o godzinie 16:03, ważyła 3,9 kg i dostała 10 punktów. Termin trochę szybszy niż planowany, ale tak akurat wyszło. Całe szczęście, że ufam swojej intuicji i nie polegałam na tym, co powiedziała mi moja ginekolog… Zabawne, tego dnia rano miałam u niej planową wizytę, na której usłyszałam, że przecież jeszcze nie rodzę. Mimo to pojechałam do szpitala, gdzie okazało się, że po części odeszły mi już wody, a poród już się zaczął nad ranem na co najmniej 4 godziny przed wizytą u gin. Tak więc w tempie trafiłam na salę operacyjną, cesarka trwała niecałe 40 min. Szybko, sprawnie i bez żadnych komplikacji. Po kilku dniach już byłyśmy w domu :) 
Malutka nie jest bardzo płaczliwa, wiadomo, jak każdy noworodek płaczem domaga się jedzenia, zmiany pieluchy, czy uwagi. Jednak nie mogę powiedzieć, że jest marudnym dzieckiem (przynajmniej w tym momencie). Nie bardzo jeszcze umie odróżnić dzień od nocy (a szybkie ściemnianie się w tym nie pomaga), więc w dzień śpi rewelacyjnie, w nocy najchętniej cały czas siedziałaby na rękach. Mam nadzieję, że niedługo nauczy się i będzie odwrotnie :)
Moje koty zareagowały bardzo pozytywnie. Na początku Purka i Amaya bardzo ostrożnie podchodziły do małej, ale już wieczorem Amaya lizała małą po główce ;) A Misio – jak to Misio – kocha wszystkich i wszystko, więc od pierwszego dnia śpi z nią w łóżeczku. Purka póki co raczej unika Mai, ale też specjalnie nie ucieka. Jest ciekawska i czasem lubi sobie ją poniuchać. 
Od razu zaznaczam – nie koty to nie mordercy, żadne mi nie udusi, nie podrapie dziecka, nie wydrapie oczu, ani nie zarazi śmiertelnymi chorobami. I jest to dla mnie przykre, kiedy z takich wyimaginowanych powodów zwierzaki tracą swoje domy.
One nie rozumieją dlaczego… 
Poniżej podzielę się z Wami kilkoma zdjęciami jako dowód na to, że koty to najlepsze niańki pod słońcem :)

Tutaj się przytulamy :)

A tutaj robimy trzyzmianowy system wart przy łóżeczku :P

"Muszę trzymać, żeby nie wypluła smoczka!"

"Tak mruczałem, że aż mi się przysnęło"

"Odkrywała się, więc muszę przytrzymać kołderkę"

"Razem mamy bardziej kolorowe sny"

"Idź się spokojnie ubierz, ja ją przypilnuję"

Na dzisiaj to chyba tyle, w wolnej chwili pochwalę się moimi kolejnymi bransoletkami. Co prawda wena twórcza odnośnie bransoletek z muliny powoli ucieka, ale za to robi miejsce innej ;) Ale o tym następnym razem :)

5 komentarze: