O wszystkim po trochu

Oj chyba muszę trochę nadgonić z informacjami. Trochę się dzieje, a ja kompletnie nie mam czasu pisać.

Pracę magisterską mam już w zasadzie na ukończeniu. Po cichu trzymam kciuki, że to była już ostatnia poprawka od promotorki. Ona tak samo ma już dość tematu jak i ja (a może i bardziej, bo w końcu nie jestem jej jedyną dyplomantką – musi co chwila czytać pracę kolejnej osoby).
Jeśli faktycznie nie będzie już nic więcej do dopisywania, to na dniach złożę ją w dziekanacie i będę czekała na wyznaczenie terminu obrony. Oby przed wyjazdem nad morze… Mam nadzieję, że uda się to zorganizować przed 4 lipca, ale liczę się z tym, że niestety może to nade mną wisieć dłużej, bo sekretariat zastrzega sobie, że ma czas na ustalenie terminu nawet na miesiąc od momentu złożenia pracy. Tak więc no… :/ Ale no nic, bądźmy dobrej myśli.

Urwis ma się już dobrze. Na początku chodził trochę jak pijany (po narkozie), ale już dzień po zabiegu widać było, że czuje się lepiej; a po wyjęciu wenflonu jego zachowanie całkowicie wróciło do normy. Ubranko weterynaryjne okazało się dla niego za małe (to naprawdę duży kocur), więc kupiliśmy mu dziecięce śpioszki :D Wyglądał w nich przecudnie :) I co najważniejsze – bawełniane, nie obciskające, Urwiskowi kompletnie nie przeszkadzały (a uwierzcie mi, są koty, które kubraczków wprost nie znoszą). Urwis aktualnie już po zdjęciu szwów, wszystko się ładnie goi, ewidentnie widać, humor mu powraca, guz wcześniej bardzo mu przeszkadzał – uciskał na kręgosłup. Teraz już tylko pozostaje mieć nadzieję, że nie zrobią się przerzuty, albo że nowotwór nie odrośnie. Póki co nadal czekamy na wyniki badań histopatologicznych pobranego materiału, wtedy powinno być już na 100% wiadomo z czym mamy do czynienia.


Długi weekendzik mija nam niezwykle miło. Bardzo spontanicznie postanowiliśmy zrobić sobie 2-dniową wycieczkę do Torunia i Bydgoszczy. Najlepsze jest to, że o wycieczce dowiedziałam się w zasadzie w dniu, w którym wyruszaliśmy. W piątek mój mąż zerwał mnie z łóżka o 7 rano i mówi ubieraj się i wychodzimy. Zabrał plecak na plecy, stwierdził, że już spakował tam mój portfel i wszystko co będzie mi potrzebne do „wycieczkowania się” i czekał gotowy do wyjścia. Prawdę mówiąc spodziewałam się bardziej jakiegoś pikniku na Kabatach, albo nad jeziorem Zegrzyńskim… :D
A tymczasem czekała mnie podróż do Torunia, nocleg, a następnie przejazd do Bydgoszczy. I wieczorem z powrotem do Warszawy :)
Miasteczka bardzo ładne i bardzo spokojne. Człowiek jedzie tam i ma wrażenie, że ludzie nigdzie się nie spieszą. Jest spokojnie, pełen relaks. Taki to urok mniejszych miejscowości. Jedyne, co mogło trochę przeszkadzać, to straszny upał. Ale z tego, co się orientuję, to w całej Polsce było gorąco jak w piekle.








Dzisiejszy dzień również nie należy do komfortowych, siedzimy w domu i czekamy do wieczora. Spacer najwcześniej po 18:30…
Moje koty też cały dzień leżą „bez życia”, tylko przekładają się z miejsca na miejsce, woda z misek znika tak szybko i niepostrzeżenie, jak by dosłownie sama parowała. Na jedzenie jakoś nie mają specjalnej ochoty.
Ja też teraz nie czuję się super komfortowo. Ciąża i upał zdecydowanie nie idą ze sobą w parze. Jestem jeszcze bardziej ospała niż zwykle. I te wiecznie spuchnięte stopy… :(
Ale już niedługo maluch zrekompensuje mi te niedogodności ;)
Pod koniec miesiąca mam kolejne USG, tym razem już będę wiedziała, czy synek, czy córeczka! Póki co czuję tylko takie lekkie łaskotanie w brzuchu :)


2 komentarze: