Matka wariatka

Dzisiaj wpis będzie typowo dzieciowy jak by co. I nie będzie zdjęć kotów. W ogóle nie będzie dziś zdjęć.
Ten post będzie moim narzekaniem i sposobem ogarnięcia co robię źle, a co inni zawsze robią perfekcyjnie.

O tym, że dziecko nie powinno wychowywać się z kotami nasłuchałam się już miliony razy. Na początku, kiedy słyszałam kolejne komentarze w stylu „znajdź kotom nowy dom” było mi przykro, potem byłam wściekła, a teraz mam to głęboko gdzieś. Jak komuś się coś nie podoba, to on ma problem, a nie ja. Mnie już nie ruszają idiotyczne teksty ludzi, którzy kompletnie nic nie wiedzą o mnie, moich kotach, a tym bardziej o dziecku. Jesteśmy rodziną 2+1+3 (dwa duże, jedno małe i trzy miauczące) i to się nie zmieni. Innymi słowy - masz inne zdanie w tej kwestii, to zachowaj je dla siebie.
Ale uwierzcie mi, to nie jest jedyna rzecz, w której wszyscy dookoła mnie są ekspertami, a ja jak zwykle ofiarą losu, która nie zna się na rzeczy. A już tym bardziej nie wie, co potrzeba własnemu dziecku.

Bo pieluszki jednorazowe…
"Bo jak Ty możesz stosować te pampersy? Przecież to odparza dziecku pupę, jest niewygodne, straszne, drogie i w ogóle będziesz się smażyć w piekle, bo nie chcesz używać pieluch tetrowych jak Twoja mama, babcia, prababcia i jeszcze ciotka Krystyna spod Poznania (imię i miejscowość losowa). Zamiast wspierać Polskę dajesz zarobić zagranicznym koncernom!
Bo co, prać Ci się nie chce? Lepiej wydawać pieniądze na jednorazówki i mieć z głowy?"
Ano macie rację - nie chce mi się prać. Wolę zmienić dziecku pieluszkę, wywalić ją do kosza i mieć z głowy. A ten czas, w którym bym prała, wieszała i zdejmowała z suszarki wolę poświęcić dziecku. Niby dlaczego mam nie korzystać z dóbr 21 wieku? Bo co, bo koniecznie trzeba utrudniać sobie życie? I jeszcze dla wyjaśnienia - dziecko nie ma odparzonej pupy, nie narzeka, że niewygodnie, ma zawsze sucho, nawet po paru godzinach i jest zadowolone.
A tak swoją drogą nie jestem przekonana, czy pieluszki wielorazowe są takie super tańsze - proszek do prania, płyn do płukania, woda, prąd - to też kosztuje… Ale co ja tam wiem…

Bo słoiczki…
"Kupujesz gerberki? Ty zła kobieto. Gotuj dziecku zupki! Co, korona spadnie z głowy jak ugotujesz coś sama?" 
No kupuje, a co? To jakiś problem? Nie, gotowanie samemu to nie jest dla mnie żadna trauma, ale czy na prawdę uważacie, że będę w stanie ugotować tak różnorodne i pomysłowe posiłki? Popatrzcie sobie na te słoiczki jak będziecie akurat w markecie - milion różnych warzywek, mięs, owocków… Kucharka ze mnie jako taka, niektórych połączeń nie byłabym w stanie wymyślić, już nie mówiąc o tym, że nie zawsze dostanę na bazarku wszystkie warzywa. A jeśli córka miałaby jeść co dzień zupkę jarzynową, brokuła z ziemniakiem, albo potrawkę z indykiem, to bardzo szybko wyszłoby jej to bokiem. 
"A kaszka? Kaszki robisz sama? Kup jakąś gotową i zalej wodą. Ty chyba masz za dużo czasu wolnego?"
No żesz… Tak, gotuję kaszki sama, bo jak przeczytałam skład tych gotowych, to autentycznie się przeraziłam. Cała tablica Mendelejewa…
O ironio… jak żyć?

Bo ciemieniucha…
"Ma już 8 miesięcy i nadal ma ciemieniuchę? Jak Ty dbasz o nią? Smarujesz jej to czymś?"
Nie, nie smaruję, kot jej co dzień liże głowę, żeby ciemieniucha zeszła! Już? Zamknęłam wszystkim jadaczki? Dziękuję za uwagę :)

Bo naczyniak…
Tu dostałam po głowie na dwa fronty.
Z jednej strony:
"Ale dlaczego nie smarujesz dziecku naczyniaka wodą utlenioną? Przecież woda utleniona jest dobra na wszystko!" Trzeba nią smarować chore miejsca, pić ją i nie wiem co jeszcze, wciągać nosem…? "Bo ja wyczytałam w internetach - woda utleniona zabija raka, leczy reumatyzm, zapobiega chorobom serca, no i ludzie wychodzą ze śpiączek, a to wszystko dlatego, że stosowali kurację wodą utlenioną…"
Wiecie co, czasem przykro mi się patrzy na osobę, której ktoś bliski ma nowotwór i chwyta się każdego jednego idiotyzmu wyczytanego w sieci… To uzmysławianie im, że to bujda na resorach to trochę zabijanie nadziei… Ale dziwnie słucha się tego wiedząc, że ta chora osoba nie podjęła się leczenia powszechnie znaną chemią, bo przecież chemia, to tylko sposób na zarobek. Koncerny farmaceutyczne robią te leki po to, żeby powoli zabijać ludzi i wyciągać od nich kasę… Ach te teorie spiskowe…
W każdym razie nie, woda utleniona nie pomoże na naczyniaka….
A teraz z drugiej strony:
"No jak to nie skorzysta Pani z rewelacyjnej metody podania dziecku leków, które są wskazane przy ciężkich wadach serca, a których skutkiem ubocznym jest wchłanianie się naczyniaków? Już wiele dzieci tak leczyliśmy i nie są już oszpecone! A wpływ na serce? Oj tam oj tam nikomu póki co nic się nie stało…"
Pozostawię to bez komentarza…

Bo sucha skóra…
"No jak to nie kąpiesz dziecka w krochmalu? Przecież zobacz jaką ma suchą skórę! Na nic Ci te wszystkie balsamy! Krochmal! Krochmal to jest jedyne słuszne rozwiązanie!"
No cóż, dermatolog jest innego zdania i chyba jednak pozostanę przy tym. A balsam, który pomaga - no cóż - pomaga, więc nie potrzebuję już żadnej innej magii…

Bo prasowanie…
"Ale jak to nie prasujesz dziecku ubranek? Jak to się nie gniotą? Już ruszaj tyłek i prasuj! Najlepiej co dziennie. 35 stopni w cieniu? A kogo to obchodzi, już marsz po żelazko!"
No cóż, nie prasuję jak nie muszę. Zawsze jak kupię dziecku coś nowego, to spieram i prasuję. Ale jak używamy czegoś już od dawna, to w jakim celu? 
Ok, jeśli się gniecie, widać, że wygląda nie tak jak powinno - pewnie, że przeprasuję. Ale rampers do spania? Bawełniane body? No litości, w jakim celu??

Bo ubranka…
"Ale jak to nie chcesz więcej ubranek? Zobacz, kupiłam Ci 10 par spodni, 8 body, 15 rampersów i 3 pary skarpet. Nie ładne? Nie podobają Ci się? Ale jak to wylewają się z szafki?"
No tak normalnie… Wylewają się…

Bo za zimno…
"No jak Ty ją ubierasz? Wiatr wieje, czapkę załóż. Zaraz będzie miała chore uszy, albo się przeziębi! No krótki rękaw jej założyła…"
No a jak mam ją ubrać, jak jest 25 stopni??? W body, spodnie na polarze, 2 swetry i 3 pary skarpet? A może jeszcze kurtkę do tego?

Bo kojec…
"Kupujesz kojec? Ale po co? Będzie tam siedzieć całe dnie? Daj jej chodzić, niech raczkuje po całym mieszkaniu. Twoja prababcia nie miała kojca i żyje! Wyrodna matka!"
No faktycznie, bardzo wyrodna… Bo chcę wyjść na 5 min do łazienki, albo w spokoju ugotować obiad. I chciałabym, żeby córcia była przez ten czas nie rozbiła sobie głowy…

Bo smoczek…
"Wyjmij jej tego smoka! Po co jej smoczek? No nie da dziecku pogadać…"
Pogadać? A wiecie jak jest po angielsku ’smoczek’? To już Wam mówię - peacemaker. Jak gada, to nie daję jej smoka… A przepraszam, przecież to ja nie potrafię rozpoznać dzikiego wrzasku od gugania…

Bo teraz to masz dobrze…
"Mała płacze i nie wiesz o co jej chodzi? Oj tam, teraz masz luz, zobaczysz co to będzie jak zaczną się kolki! Albo jeszcze bardziej, jak będą wychodzić ząbki! O matko, Ty się ciesz, że ona jest taka mała i nieruchliwa, jak zacznie raczkować to się dopiero zacznie. A jak będzie chodzić? O matko, to dopiero będziesz miała, będziesz tęsknić za tym co masz teraz!"
Akurat… Kolki? Było parę razy i minęło. Ząbki? Nie taki diabeł straszny… Raczkuje? Super! Nareszcie! I nie, nie tęsknię do tego co było na początku. Owszem, noworodek jest cudowny i uroczy, ale im więcej umie tym jest fajniej i ciekawiej. Litości, nie straszcie tak matek…

A na koniec najlepsze:
Bo żłobek…
"Chcesz posłać dziecko do żłobka? Ale jak to? Dlaczego? Nie rób tego. Żłobek to zło! Tam maltretują dzieci, nie słuchasz wiadomości? Co chwila mówią gdzieś o biciu dzieci, ja widziałam w telewizji, była afera jak ktoś nagrał co się tam wyprawia. No Sodomia i Gomoria! Poczekaj jak będzie większa i poślij ją do przedszkola!"
Serio? Mam czekać 3 lata na powrót do pracy? Po takim czasie nikt mnie nie zatrudni, bo wyjdę „z obiegu”, nie będę na bieżąco z tym, co jest na czasie. Czekam, aż mała skończy 12 miesięcy i kończymy z tym urlopem macierzyńskim (a jeśli wszystko pójdzie tak, jak sobie po cichu planuję, to również odstawiamy się od cycka). Jeśli jestem z tego powodu złą matką, to trudno. No cóż, w takim układzie w Polsce jest cała masa złych matek, bo żłobki są zapełnione po brzegi.
Do dobrego żłobka najbliżej nas niestety się nie dostałyśmy, ale mam na oku jeszcze jeden, być może nawet fajniejszy (tylko troszkę dalej).
I nie, nie maltretują tam dzieci…

Nie mam pojęcia skąd w ludziach biorą się takie dziwne przekonania. Nie wiem skąd czerpią pomysły - bo trzeba przyznać - niektóre te teksty są bardzo pomysłowe. 
No, to się wyżaliłam…

Jeśli wśród moich czytelników są jakieś matki, to chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach. Też słyszałyście takie teksty? A może Wasi znajomi mieli inne iście genialne pomysły? ;)

8 komentarze:

Letnio - aktywnie

Po miesiącu pełnym wycieczek i zwiedzania na obczyźnie powrót do Warszawy oznaczał w zasadzie zatrzymanie się, trochę spokoju i mniej zorganizowanego czasu. Znowu mogę sobie pozwolić na zmianę swoich planów na 5 minut przed zrobieniem czegoś, na odłożenie czegoś na później, albo na zwyczajne bycie „rozlazłą” i chodzenie w piżamie do 10 rano :)
Może nie zawsze jestem wyspana i wypoczęta, ale na pewno mam więcej sił i czuję się bardziej komfortowo. Mam swoją ukochaną zieleń na każdym kroku, na balkonie powoli wyrastają zioła (część doniczek została bestialsko przekopana przez Purkę, jedna doniczka zemdlała z parapetu… ale tak czy inaczej jest więcej zysków niż strat - balkon coraz bardziej się zazielenia), po siatce zaczyna się piąć groszek cukrowy :) W najbliższy weekend będziemy robić ławkę na balkon. Mamy już zamówione deski i wszystkie potrzebne narzędzia, paczki w większości już do nas dotarły, czekamy na te ostatnie. Już niedługo będzie tam cudowna altanka, w której będę spędzała z córką całe słoneczne dni. Przy okazji zabawy w stolarzy zrobimy dla kotów hamak na wysokości, będą zachwycone :) To taka mała rekompensata tego, że narobimy dużo hałasu, który z pewnością nie będzie muzyką przyjazną dla ich delikatnych uszu.

Powoli wracamy także do aktywności fizycznej.
Ja mam ambitny plan, żeby na sylwestra zmieścić się w swoją śliczną czarną kieckę. Trzymajcie kciuki, żeby mi się udało :)

Ja już od miesiąca chodzę na aqua aerobik i jestem nim zachwycona. Zajęcia są super zorganizowane, bardzo wzmacniają mięśnie i pozwalają się zrelaksować po całym dniu biegania za Majką, która co prawda nie potrafi jeszcze chodzić, ale pełza i zanim człowiek się zorientuje, to siedzi już pod stołem, albo pod kanapą :D
Z tej całej tęsknoty za pływaniem (z którego musiałam zrezygnować w ciąży, a do którego zbierałam się jak sójka za morze już po samym porodzie) postanowiłam wykupić również karnet na basen i po aerobiku zostaję jeszcze dłużej, żeby spokojnie popływać. Kondycja nie taka sama, jak wcześniej, ale powoli dochodzę do siebie :)

Basenem jest zachwycona również córcia. Jako, że jutro kończy 8 miesięcy postanowiliśmy również z nią pochodzić na basen, żeby zapoznała się z wodą i nie bała się pływania jak będzie starsza. 

Aby móc znów wrócić do biegania i jazdy na rowerze zainwestowaliśmy także w przyczepkę rowerową z funkcją do joggingu. Na prawdę rewelacja! Przyczepka co prawda waży te swoje 10 kg, ale bardzo lekko się ją prowadzi, praktycznie nie czuć jej przy jeździe. Jedyny minus jest taki, że dziecko może siedzieć tylko w jednej pozycji, co w przypadku Majki bardzo szybko skutkuje fochem. Ale jest na to sposób - wycieczka rowerowa połączona z piknikiem, gdzie mała może posiedzieć sobie albo poleżeć na kocyku i pobawić się, a potem wracamy do domu. Pogoda sprzyja piknikom i wycieczkom rowerowym, więc korzystamy i bardzo polecamy. Przyczepki nie należą do tanich przyjemności (jeśli oczywiście chce się kupić coś porządnego, a nie jednosezonowy chiński syf), ale z drugiej strony może w niej jechać dziecko ważące do 35kg, tak więc na spokojnie będzie użytkowana do momentu, aż mała sama nauczy się jeździć na własnym rowerze. Patrząc na to, że to będzie przynajmniej 3-4 lata (albo i dłużej), to cena już nie jest taka straszna. Wydaje mi się to dużo bezpieczniejsze niż foteliki nakładane na bagażnik rowerowy. Choć fotelika w przyszłości też nie wykluczam, bo planujemy więcej dzieci. Z kolei dwuosobowa przyczepka jest dużo szersza, a więc automatycznie trudniejsza do prowadzenia i w dodatku nie mieści się w żadne drzwi, więc samo wsiadanie do windy byłoby problematyczne… 
Ogólnie ja uwielbiam ruch, a Majeczka uwielbia być na świeżym powietrzu, więc w naszym przypadku przyczepka to była rewelacyjna decyzja.



Dodatkowo codziennie chodzimy z małą na spacery, czasem bliżej, czasem dalej. Niedawno byliśmy na pikniku w Kafce - to taki mały event organizowany we współpracy z organizacjami prozwierzęcymi. Wystawiają się tam osoby, które prowadzą fundacje i chcące pomagać zwierzakom. Można pogadać, kupić charytatywnie trochę fantów, dostać porady od behawiorystów i innych specjalistów. W tym roku pogoda dopisała, więc ludzi było sporo :)


Planowanie wakacji mamy jeszcze w toku. W sierpniu jadę z moją mamą i Majką do Wrocławia. Ma być totalny relaks, a mój mąż ma mieć czas na spokojne napisanie pracy magisterskiej :) Wrocław to piękne miasto, byłam kilka lat temu i zakochałam się w tych urokliwych uliczkach starego miasta. Chętnie wrócę tam jeszcze nie raz.
Natomiast we wrześniu razem ze swoim ślubnym i z brzdącem lecimy na tydzień do Londynu. Przy naszej ostatniej wizycie nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkich ciekawych miejsc, a więc teraz będzie okazja, żeby to nadrobić. Londyn to jest póki co jedyne takie miejsce za granicą, w którym nie czuję się totalnie wyobcowana. Ludzie nie patrzą na mnie tylko jak na turystę, tak jak to miało miejsce np w Grecji czy Hiszpanii.
Ogólnie nie mogę się doczekać wyjazdów, jestem typem człowieka, który lubi podróże, tylko cholernie tęskni za swoimi kotami. Z tego względu wolę zorganizować więcej krótszych wyjazdów, niż jeden dłuższy. 
Może jeszcze w lipcu uda się wyskoczyć gdzieś na spontanie na 2-3 dni.

Moja wena twórcza przeżywa teraz okres swojej wzmożonej aktywności. Na potęgę powstają bransoletki z muliny, coraz częściej spoglądam na maszynę do szycia, dzięki czemu zwiększa się ilość skrawków na masKOTki :) Dobra passa nadal trwa, mam tysiąc pomysłów na minutę!
Pochwalę się, a co ;)

A na koniec trochę zdjęć moich cudownych mruczących towarzyszy :) Część z nich zrobiona w ramach akcji „Mój kot ma dom” - zakochałam się w tych ujęciach :)














3 komentarze: