Słońce, jesienny nastrój i trochę pozytywnych myśli



Znów mnie nie było bardzo długo. 2 miesiące nieobecności to dla blogera prawie wieki. Mogę się usprawiedliwiać tylko brakiem czasu i weny na pisanie. Powroty zawsze są trudne, bo nagle okazuje się, że tematów jest mnóstwo, a długość notki też nie powinna przekraczać pewnej racjonalnej długości.
Dzisiejszy wpis będzie za długi i będzie miał od cholery zdjęć, więc podzielę go na kategorie, tak aby łatwo Wam było znaleźć to, co Was interesuje i ewentualnie pominąć niektóre tematy.
Czas więc nadrobić zaległości!

Rzym
Nasz wyjazd był bardzo udany. Stawialiśmy przede wszystkim na relaks i właśnie tak było. Oczywiście zwiedzaliśmy ciekawe miejsca, odwiedziliśmy praktycznie wszystkie obowiązkowe punkty turystyczne, ale nie ograniczaliśmy się jeśli chodzi o randki i romantyczne spacery do późna w nocy :)







Z atrakcji turystycznych chyba najbardziej przemawia do nas Koloseum. Dopiero w środku widać ogrom tego obiektu. Uwaga praktyczna - jeśli kiedykolwiek będziecie chcieli odwiedzić to miejsce polecam kupić bilet on-line, bo inaczej czeka Was około 2-3 godzinne czekanie w kolejce :)



Oczywiście jak zawsze - wycieczka nie mogłaby być zaliczona bez spotkania kota. Kotów w Rzymie jest bardzo dużo i w większości są one bardzo towarzyskie i spragnione uwagi. Wiele z nich samo z siebie podchodzi do ludzi i prosi o głaski.




Na naszej liście obiektów nie mogłoby zabraknąć małego kociego „schroniska” Largo di Torre Argentina, w którym można było kupić ręcznie wykonane przedmioty i spędzić trochę czasu z kotami.





Jeden z nich wyjątkowo mnie polubił, władował mi się na kolana i sprzedawał buziaki jak tylko pojawiłam się w zasięgu jego wzroku :)




Jako „crazy cat lady” musiałam pojawić się również w kociej kawiarni. W sumie nazywanie tego miejsca kocią kawiarnią nie jest do końca poprawne, jest to mała nietypowa restauracja wegańska, w której można napić się kawy do godziny 13:00, potem między 13:00 - 20:00 można zjeść lunch, a po godzinie 20:00 zaczynają się obiady. We Włoszech generalnie obiady je się bardzo późno, jak z resztą we wszystkich krajach śródziemnomorskich. Idea sjesty kompletnie do mnie nie przemawia, ale jak to się mówi „jak wchodzisz między wrony, to kracz tak jak one”, więc jadąc na południe Europy po prostu trzeba to zaakceptować i przestawić się na inne zasady.
Wracając do kociego bistro - jedzenie mega smaczne, kawa bez rewelacji. No i lunch w obecności kotów to sama przyjemność, większość z nich to leniuszki, ale od czasu do czasu same podchodzą i z zaciekawieniem sprawdzają co macie w torebce :D




Kocie motywy w Rzymie pojawiają się w sumie w wielu miejscach - na witrynach sklepów, w formie ozdób budynków oraz tutaj - na stacji metra Piazza di Spagna. Graffiti naprawdę prześliczne, zrobienie zdjęcia nie było wcale takie łatwe, bo w Rzymie robienie zdjęć w metrze jest zabronione i za każdym razem, jak wyciągałam aparat, to służba ochrony metra szybciutko materializowała się obok mnie! :D Ale finalnie udało mi się, kiedy byli zajęci kimś innym! ;)


W czasie naszego wyjazdu udało mi się także zaliczyć plażowanie. Pogoda była ładna, chociaż wietrzna, może dlatego nad morzem praktycznie nie było ludzi.




To, co w Rzymie mnie bardzo mocno zdziwiło, to zachowanie kierowców i pieszych. Generalnie piesi chodzą gdzie chcą i jak chcą, nikt nie uważa, nikt się nie rozgląda, przechodzą przez środek ogromnej arterii kompletnie nie zwracając uwagi na innych uczestników ruchu drogowego.
Ale żeby nie było - kierowcy nie są wcale lepsi. Parkują dosłownie wszędzie - nawet na przejściach dla pieszych. I nie ma znaczenia, czy są to przejścia mniejsze, czy większe z sygnalizacją świetlną. Jest miejsce = można stanąć.
We Włoszech obowiązuje ruch prawostronny, ale nie oznacza to wcale, że kierowcy będą się poruszali prawą stroną. 
Sytuacja następująca: droga dwukierunkowa jednojezdniowa przedzielona dwoma ciągłymi. Na prawym pasie korek. Co drugi kierowca pruje lewym pasem na czołowe z innymi uczestnikami ruchu. Nie ważne, że tamci mają pierwszeństwo - i tak muszą czekać aż jaśnie pan jeden z drugim przejadą pod prąd…
Przechodząc przez jezdnię należy bardzo uważać, bo wielokrotnie zostałam obtrąbiona przez kierowców, którzy pruli tak z 90km/h w dodatku nie swoim pasem…
Rowerzyści to już kompletnie inna bajka - włosy mi stawały dęba jak widziałam co oni wyprawiają na drogach.

Podsumowując - mieliśmy naprawdę udany czas tylko dla siebie! Pozwoliło nam to trochę naładować baterie na kolejny rok. Kolejne wyjazdy planujemy dopiero w 2018 roku, jeszcze nie wiem kiedy i gdzie, ale na pewno będzie super :)
















Koty
W kwestii kotów znów trochę nowości.
Badania moczu u Misia wyszły dużo lepsze niż poprzednio, ale Purka i Amaya gorzej. U Amai wręcz pojawiły się bakterie w moczu, dostała antybiotyk i zobaczymy. Nie bardzo sobie radzę z rozbijaniem tych kryształów, zastanawiam się czy nie powinnam zwiększyć dawki l-methiocidu, ale to zamierzam przedyskutować z wetką w czwartek.



Misio miał kolejny epizod wymiotów i biegunki spowodowane IBD. Znów musiałam zwiększyć mu częstotliwość podawania sterydu i na razie mamy spokój. Ale jeszcze nic straconego, być może u niego trzeba będzie działać wolniej, bo jego organizm źle reaguje na szybkie i gwałtowne zmiany. W sumie to jest stary kot, wg USG ma około 15 lat, więc nie mogę oczekiwać, że regeneracja nastąpi z dnia na dzień.



Mamy natomiast ogromne postępy u Amai. Dziewczyna wreszcie zaczęła jeść sam BARF! Na początku wprowadziłam jeden posiłek czysto-BARFowy, potem 2, 3 i w końcu wszystkie 4 :) Aktualnie nawet posiłek z lekami je bez dodatku puszki. Oczywiście puszki jeszcze póki co stoją - tak na wszelki wypadek - bo nadal zdarza jej się wybrzydzać, a nie bardzo możemy sobie pozwolić na to, żeby nie zjadła porcji leków. Są to jednak sporadyczne przypadki, w końcu każdemu może się zdarzyć gorszy dzień :)


W czwartek przyjeżdża do nas wetka i Amaya będzie miała zrobione profilaktyczne badanie krwi pod kątem TLI.
No i w tym miesiącu chcemy zrobić jakiś inny niż zwykle BARF, zamierzamy zamówić jakieś inne mięso niż zwykle. Znalazłam fajny sklep, w którym można zamówić mięso przez internet, bardzo wiele osób poleca go, podobno jakość mięsa jest na prawdę wysoka :)



Wolontariat
W zeszłym miesiącu wstąpiłam w szeregi Kotów z Grochowa. Prawdę mówiąc zawsze gdzieś tam w środku marzyłam o tym, żeby pomagać, ale miałam za mało odwagi. No i bezsensownie słuchałam swojej rodziny, która wiecznie powtarzała mi, że nie mam na to czasu i nie powinnam. A także, że powinnam skupić się na swoim dziecku, a nie na kotach. Byłam kretynką, że pozwalałam tak sobą manipulować.



Ale teraz wszystko się zmieniło, zaczęłam spełniać swoje marzenia i czuję się z tym świetnie! Oczywiście już zdążyłam się nasłuchać, jaka jestem nieodpowiedzialna i jak strasznie zaniedbuję swoją córeczkę, ale prawdę mówiąc mam gdzieś zdanie innych. Ja wiem, że robię dobrze i wiem również, że jak Majka spędzi jeden wieczór tylko i wyłącznie z tatą to na pewno nie odbije się to na jej psychice.





Tak więc raz w tygodniu jestem w azylu i dodatkowo wykonuję drobne przedmioty na bazarek.

Odnośnie bazarku, który miałam organizować z fundacją, z którą kiedyś współpracowałam (a z którą już nie współpracuję) - bazarku nie będzie. Przez cały rok robiłam (powiem nieskromnie) śliczne przedmioty, które miały być wystawione na aukcji charytatywnej on-line. Przekazałam fundacji przedmioty i… nagle okazało się, że nikt nie ma czasu na zorganizowanie bazarku, mimo że ja wyraziłam chęć pomocy… Przedmioty owszem sprzedadzą (podobno) na wystawie kotów. Czuję się oszukana, ale nie mam siły w tym momencie walczyć. Wolę się skupić na pozytywnych emocjach, bo i tak dopadła mnie jesienna chandra, więc nie ma sensu tylko pogłębiać kiepskiego nastroju.

DIY
Moja wena twórcza w kierunku rękodzieła jest teraz w bardzo dobrej formie. Skończyłam dwie chusty „lost in time” - dla Majki i dla siebie :) Wzór jest genialny, niewykluczone, że jeszcze kiedyś zrobię kolejną!





W ogóle kupuję teraz całą masę prześlicznych włóczek (to już chyba uzależnienie!), mimo że nie mam pojęcia co będę z nich robić. Mam kilka pomysłów, ale zastanawiam się na ile ma sens realizacja ich, bo np. nie potrzebuję teraz kolejnej chusty ani czapki. Myślałam o swetrze, ale nie jestem pewna jaki krój byłby dla mnie najlepszy. Po tym jak osiągnęłam poprawną wagę trochę zmienił się mój styl ubierania się. Podczas porządków w szafie wyleciało ponad 50% moich dotychczasowych ciuchów! Coś nowego na pewno powstanie, ale jeszcze nie sprecyzowałam co to będzie.
Póki co dziergam małe rzeczy, które przeznaczam na bazarek dla Kotów z Grochowa. Jak na razie powstały dwie podkładki pod kubki i jeden ocieplacz.


Aktualnie pracuję nad podkładkami o tematyce świątecznej, ale te będę raczej przekazywać na wyprzedaże garażowe, bo na bazarek dziewczyny mają już bardzo dużo fantów od różnych ludzi.
Po nowym roku chcemy także zacząć wykonywać makietę z kolejkami. Jeszcze nie sprecyzowaliśmy jaka skala, ale na pewno będzie to w stylu japońskim. Kilka pociągów, małe japońskie domki i kawałek krajobrazu górskiego. W IKEI można kupić stolik, który rewelacyjnie będzie się do tego nadawał. Prawdę mówiąc już się nie mogę doczekać!

Chorobowe
Równo od miesiąca jestem chora. Zaczęło się nietypowo, bo od zęba.
Na początku września mojej dentystce udało się zaplombować mi zęba. Był to o tyle niefajny przypadek, że dziura zrobiła się od środka pod starą plombą (teoretycznie nie miało to prawa wystąpić, bo plomba była założona dobrze, co z resztą potwierdziła dentystka przy wyciąganiu jej). Ząb nie dawał żadnych efektów, o dziurze dowiedziałyśmy się tylko dlatego, że zrobiłam kontrolny pantomogram…
Jednak po 3 tygodniach po leczeniu ząb zaczął mnie boleć i tak zaczęła się moja przygoda z kanałowym. Oczywiście, żeby nie było za wesoło, pojawiło się także zapalenie ozębnej. Od pierwszego dnia leczenia mam temperaturę między 37,5 - 38 stopni. Dentystka nie wie co ma ze mną robić, antybiotyk nie pomógł, na początkową fazę leczenia dostałam przeciwbólowo Tramal, po którym czułam się jak po narkotykach - nie potrafiłam ogarnąć gdzie jest góra, a gdzie dół, miałam silne zawroty głowy i luki w pamięci. Badania krwi nie pokazały kompletnie nic, jakieś drobne zakażenie wirusowe. W zeszłym tygodniu rozwinęło się to u mnie na standardowe przeziębienie, które aktualnie już mija, ale temperatura powyżej 37 stopni jak była tak jest.
Prawdę mówiąc nie mam pojęcia do kogo powinnam iść z tym problemem, bo od internisty nie dostałam żadnych wskazówek…

Urodziny Majki
20 października moja córeczka skończyła 2 latka!
Najpierw Maja świętowała w żłobku, a 2 dni później w domu.
Zrobiliśmy jej skromną imprezę urodzinową, na którą przyszła najbliższa rodzina. Był tort i sporo słodkości.




Majka dostała od nas drewniane kolejki i różne akcesoria do nich. Prezentem jednak najlepiej bawiliśmy się my sami oraz koty! :D



Prawo jazdy
Na tyle długo zwlekałam z notką, że zdążyłam już zdać wszystkie egzaminy! Udało mi się za pierwszym razem! :) Byłam pewna, że z praktyką będę się wozić jeszcze conajmniej z miesiąc, jak mnie wywołali, to cała się trzęsłam ze strachu. A potem wsiadłam do auta i po prostu pojechałam. Podobno bardzo spokojnie jeżdżę - tak mówiła moja instruktorka. To niebywałe, zważając na fakt, że jestem cholerykiem. Tak czy inaczej - jak już ruszyłam, to nie myślałam specjalnie o tym, że to jest egzamin, lubię prowadzić, więc czułam się po prostu dobrze.
Nadal nie jestem idealnym kierowcą, nadal są rzeczy których nie umiem, a które będę musiała przećwiczyć w „normalnym życiu” bez przysłowiowego „anioła stróża”, który wdepnie po heblu.
Parkowanie równoległe, to dla mnie czarna magia, ale jestem w stanie się tego nauczyć :)
W weekend mamy chrzciny  w Sokołowie i będę chciała wynająć auto zamiast tłuc się autobusem. Będzie to o wiele wygodniejsze, zwłaszcza, że jedziemy z Majką.
Pod koniec roku będziemy się rozglądać za naszym własnym autem!


Co poza tym?
Tak jak obiecałam, pokazuję Wam mój wykonany w sierpniu tatuaż. Miałam to zrobić wcześniej, ale czekałam aż się całkiem wygoi.


Moja miłość do gór obudziła się kilka lat temu w Tatrach. To właśnie wtedy postanowiłam, że zdobędę Rysy. I zrobię to!
Póki co udowadniam sobie każdego dnia, że niemożliwe jest możliwe, wystarczy tylko chcieć! Tak więc każdego dnia zdobywam jakiś szczyt, każdego dnia mam świadomość, że mogę więcej. To właśnie znaczy dla mnie ten tatuaż.

Wreszcie dojrzałam też do decyzji odnośnie wymiany lakierów do paznokci na hybrydy. Spróbowałam i nie żałuję! Hybryda trzyma mi się na paznokciach od tygodnia do trzech tygodni i nie odpryskuje na brzegach! Do tej pory próbowałam Semilaca i NeoNail. Zdecydowanie wybieram tą drugą firmę, Semilac moim zdaniem za mocno się wgryza i ciężko go usunąć z paznokci bez niszczenia płytki. Zamówiłam sobie bazę witaminową Indigo i jej właśnie używam jako bazy.


Od momentu posadzenia już 2 sukulenty nam zdechły i to zanim jeszcze koty zdążyły się do nich dobrać. Nie mam pojęcia czemu, podlewam je raz na tydzień albo i rzadziej, tymczasem te, które musiałam wywalić zwyczajnie zgniły. Reszta trzyma się dobrze, nawet puszcza nowe pędy :) Airplanty także dokonały swojego żywota, te z kolei uschły… Najwyraźniej jednak należy pryskać je wodą częściej niż co 5 dni… No cóż, na przyszłość już będę wiedzieć. Ale z sukulentami nie wiem co zrobiłam źle :(
No nic, póki co lecę! Dajcie mi kilka dni na ogarnięcie blogosfery, bo widzę, że jest u Was wszystkich tyle nowego, że nie przekopię się przez to do końca tygodnia :D


7 komentarzy:

  1. Co do zębów to polecam Instytut Stomatologii w Lublinie - domyślam się, że daleko, ale niestety tylko tam chyba sa fachowcy - bo to jedyne miejsce, gdzie uczą się przyszli dentyści. Na pewno można się zapisa,c bez problemu wystarczy zadzwonić, to jest Lublin, Karmelicka 7. Sama tam chodze, wiec polecam, bo u mnie też dentyści tacy zwykli to oni nie wiedzieli co zrobić, a tam są specjaliści drugiego stopnia i profesorowie. Koniecznie! Podobno od durnego zęba to nawet w szpitalu można wylądować!

    Co do kotów, to u nas tez niewesoło stuwity Jagusia, Amber ma coraz czesciej ataki, a z resztą się dokopiesz to pewnie ogarniesz ;) W duzym skrocie nadal koci katar, i w ogóle czekam na koniec świata, bo juz tak zmeczona jestem psychicznie...

    A co do dzieci: Nawet wypada, by dziecko całe dnie spędzało także z drugim rodzicem, a nawet babcią czy ciocią - mamy wszelkiej maści mają prawo do swojego czasu i odpoczynku :)

    Pozdrawiam ciepło i z tym zębem mówię do specjalistów!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zacznę od tego, że zazdroszczę Rzymu, koniecznie muszę tam kiedyś pojechać :)
    Gratuluję zdania egzaminu!
    No i Maja skończyła 2 lata - sto lat, bardzo słodkich :)
    Aha, jak mi podasz maila to wyślę Ci zaproszenie na bloga, niestety musiałam się ukryć przed szerokim dostępem bo pewien pan uznał, że mnie kocha :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak byłam w Barcelonie to podobne zasady panowały na drogach, tam normalnie autobusy czasami wyprzedzały osobówki choć niektóre uliczki były naprawdę wąskie.
    Cudowne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I so enjoyed your photos of your time in Rome, all the wonderful cats, your daughter's birthday and your lovely crochet! So nice to catch up with you again and see what is going on in your life. Busy, busy! I am going to Italy next fall with my family and I appreciate your tips on photos and driving. I don't think I would like to drive there! Lovely photos of you and your family. xx Karen

    OdpowiedzUsuń
  5. Zacznę od gratulacji i powitania Cię w gronie kierowców oraz życzeń wszystkiego najlepszego dla uroczej małej jubilatki:) Długo Cię nie było i notka długa ale przeczytałam ją całą. Zdjęcia z Rzymu piękne, a wrażenia dla Was niezapomniane:) My też na ten rok zakończyliśmy sezon podróżniczy (w grę wchodzą jedynie krótkie wypady) ale już mamy zaplanowany przyszły, a nawet w jakiejś części 2019;) To bardzo dobrze, że zdecydowałaś się na ten wolontariat:) czujesz się spełniona, a Mai dobrze zrobi czas spędzony tylko z tatą:) w końcu ma dwoje rodziców i nie musi wisieć cały czas u Twojej spódnicy, a głupimi komentarzami się nie przejmuj tylko rób swoje! Współczuję problemów z zębem, chusty są świetne podobnie jak tatuaż:) a kotełkom życzę zdrowia.
    p.s. Sprytka miała chłoniaka nerek:( Negrecito ma dopiero pół roku i wyniki (w tym niektóre genetyczne) ok ale wiesz... strach pozostał. W każdym razie będę go badać regularnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wycieczka do Rzymu super, mam nadzieję że kiedyś i nam tak uda się wyjechać. I bardzo gratuluję zdania prawo jazdy - teraz jak najwięcej jeździj :)
    Wszystkiego najlepszego dla Majki - dwa latka to fajny wiek dziecka. A co do zostawania z tatą - nie słuchaj nikogo, mama ma prawo wyjść czasem sama - a wolontariat to świetny pomysł, może też kiedyś o takim pomyślę.
    Zdrowia i dla Ciebie, i dla kotów!

    OdpowiedzUsuń
  7. O wielu rzeczach w Rzymie nigdy nie słyszałam. Zapomnialam, że tam mają sjestę. Osobiscie z jednej strony ta idea do mnie przemawia, ale z drugiej nie wyobrażam sobie jedzenia obiadu o 20... No dobra, czasem tak robie, ale tylko z przymusu, gdy caly dzień siedzę na uczelni i nie mam kiedy zjesc. Za to uważam, że jedzenie obiadu o np. Godzinie 18, jest duzo lepsze i zdrowsze. Czasem, gdy widzę policję stojącą przy skrzyżowaniu i czekającą jak jakis pieszy nie zdaży na zielone światło, żałuję, że nie mieszkam w kraju, gdzie tych przepisów aż się tak nie pilnuje skrupulatnie, ale jak sobie tak pomyślę, to na pewno wkurzali by mnie ludzie nie umiejacy się zachować w ruchu drogowym. A Ci jadacy pod prąd? Dla mnie to masakra. Zdjęcia bardzo ładne i chciałabym kiedyś zobaczyć Rzym. Co do spelniania marzeń i zostania wolontariuszem. Czasem warto zrobić coś dla siebie. Przyznam, że mi często brakuje właśnie takiej odwagi. Gratulacje zdania prawka!

    OdpowiedzUsuń

Instagram