Melancholijnie

Na dzień dzisiejszy składam się jedynie z kompleksów, półprawd i niedopowiedzeń. Nie wiem na ile ma to związek z tym, co się dzieje za oknem, a na ile z tym, co się dzieje w moim sercu. Mimo wszystko chyba łatwiej zwalić to na jesienną deprechę, w końcu teraz wszyscy chodzą przymuleni i niezadowoleni, więc bardzo mocno się nie wyróżniam wśród tłumu. W końcu nikt nie spodziewał się jesieni tak szybko, w tym roku plucha nadeszła prędzej niż rok temu, nie zdążyłam się nawet przygotować do zmiany garderoby, na półkach nadal leżą bluzki na ramiączka i szorty.
Maja jako jedyna z nas potrafi znaleźć pozytywne strony nadejścia jesieni. Chciałabym znów być tak beztroska jak ona.


Ale w gruncie rzeczy chowanie letnich ciuchów głęboko do garderoby też nie ma wielkiego sensu, bo za moment lecimy na spotkanie lata. Tydzień w Rzymie, to spełnienie moich marzeń - kolejne. Nigdy nie byłam we Włoszech, więc to pierwszy, ale z pewnością nie ostatni wyjazd tam. Gwiazdek na mapie mam tyle, że sama się zastanawiam, kiedy odwiedzę te wszystkie miasta… Ale przecież do odważnych świat należy, no nie?

Dieta BARF idzie zarówno dobrze jak i źle. Dobrze, ponieważ Misio i Purka jedzą go chętnie, w zasadzie ich mogłabym już całkiem przerzucić na tę dietę, ale Amaya wybrzydza. Jedyna opcja, żeby zjadła trochę BARFu, to pomieszać maksymalnie 2 łyżeczki z puszką, którą jadła dotychczas. Co jakiś czas lekko zwiększam ilość BARFu w puszce, więc liczę na to, że pewnego dnia przestawi się całkowicie.


Aktualny stan jest taki, że koty 2 razy dziennie dostają surowe mięso i 2 razy dziennie BARF (Amaya mieszany). Docelowo chcę mieć 3 koty wyłącznie na BARFie i od czasu do czasu w ramach smakołyku dać im trochę surowego mięsa bez suplementów. Kciuki nadal potrzebne.


Wyniki moczu kotów - tragedia. Purka ma najlepsze z całej trójki, bo jeszcze nie ma kryształów, a pH utrzymuje się w granicach 6. Natomiast Amaya i Misio mają kryształów bardzo dużo, a pH wyleciało powyżej 8,5. Najbardziej martwię się o Misia, bo w przypadku kocurów (a konkretniej ich długiej cewki moczowej) istnieje ryzyko, że kot się zatka i trzeba będzie go cewnikować.
Koty od momentu przejścia na BARF mają silnie zakwaszany mocz - uroval manosa, cytrynian wapnia w mieszance, preparat zawierający metioninę - wszystko to na nic.
Aktualnie zmieniłam leki zawierające metioninę na inne i zobaczymy jakie będą efekty. Jestem załamana i przerażona.


Misiowa trzustka jest już wyleczona. Kot czuje się dobrze i je za dwóch.
Ale żeby nie było za kolorowo - dodatkowo stwierdzono u niego IBD. Jest to choroba autoimmunologiczna i nie ma możliwości, żeby ją całkowicie wyleczyć. Jedyne, co można zrobić, to podawać kotu leki do końca życia, spowodują one, że będzie czuł się dobrze i nic nie będzie go bolało. Aktualnie Misiek dostaje steryd raz w tygodniu, ale docelowo chcielibyśmy zredukować częstotliwość do raz w miesiącu.
Wet powiedział mi, że koty z tą chorobą mogą żyć długie lata, tylko tyle, że muszą być pod stałą opieką weterynaryjną. Tak więc staram się nie martwić na zapas.
Najgorsze, że podczas ostatniego USG lekarz stwierdził, że jego organy wewnętrzne wyglądają na 10 -15 letnie, podczas gdy kot jest oszacowany na około 7 lat. Jakoś w październiku mamy powtórzyć USG i zobaczymy co dalej.


Ostatnio, żeby się nie stresować uciekam w DIY. Aktualnie robię chustę „lost in time” na szydełku. Miała być dla mnie, ale źle wymierzyłam włóczki i wyjdzie za mała. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - skończę ją i będzie dla Majki. W sumie i tak miałam jej kupować jakiś szalik na późną jesień i wczesną zimę, więc będzie jak znalazł. Wzór jest genialny, dlatego zamówiłam więcej włóczek i kiedy skończę jedną chustę, to wezmę się za drugą - tym razem już na prawdę dla siebie ;)
Jeśli chcecie zrobić taką chustę, to pattern jest tutaj.


Moje jazdy w ramach kursu na prawko powoli zmierzają ku końcowi. Nadal jeszcze nie miałam omówionych wszystkich elementów, więc trochę zaczynam się stresować. Ale i tak dokupię kilka godzin dodatkowych, więc myślę, że jakoś powinno mi się udać nauczyć wszystkiego, co konieczne do egzaminu.
Zaczęliśmy powoli oglądać auta, mnie najbardziej podobają się Land Rover’y i Citroen C5. Adam skłania się ku temu drugiemu, bo mniej pali.
Jeszcze jest chwila na zastanowienie się, nie podeszłam do egzaminu jeszcze ani razu, więc nie ma się co spieszyć. Generalnie jazdy idą mi dobrze, ale nadal nie czuję się pewnie za kierownicą, popełniam błędy, wymuszam pierwszeństwo i zdarza mi się przeoczyć znaki. Ale coraz rzadziej gaśnie mi silnik, już sama mam odruch redukowania biegów i łagodniej hamuję.

Żeby trochę ożywić nasze mieszkanie na zimę postanowiliśmy kupić kilka sukulentów do domu. Kwiatki na balkonie za moment będą do wywalenia (większość mam jednoroczne), inne pogubią liście. Będzie trochę smutno.
No i tym sposobem zrobiliśmy mały ogród w szklanym dwunastościanie oraz mamy kilka wolnostojących kwiatków.






Ah, no i zachęcona dobrymi opiniami kupiłam 2 oplątwy. Są łatwe w utrzymaniu, więc jest szansa, że nie zdechną po miesiącu ;)




Zobaczymy ile czasu nasze koty pozwolą im rosnąć, bo jak na razie wykazują ogromną chęć zeżarcia ich razem z korzeniami…





15 komentarzy:

  1. Pogoda w tym roku daje popalić niestety...
    liczyłam na ciepłą jesień a tu zaraz chyba trzeba będzie palić wrrrrr...
    Z kotami to tak jest jak masz 7 to 6 będzie jadło a siódmy na pewno nie :-)))
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Na dzień dzisiejszy składam się jedynie z kompleksów, półprawd i niedopowiedzeń." to zdanie jakby i o mnie...
    Będzie dobrze. :)
    Tak mówią mi na około, więc tak powiem Ci i ja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlatego nie lubię jesieni, bo i u mnie depresyjnie -ale jak ma być inaczej jak za oknem non stop deszcz i zimno, od kilku dni - a dopiero co było tak ciepło i słonecznie, ładna i słoneczna pogoda zniknęła zdecydowanie za szybko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej
    Dzięki za odwiedziny u mnie na blogu :) głowa do góry! Będzie ok :) zawsze jak nas zaskoczy ponura aura to samopoczucie spada i nic dziwnego ale to chwilowe uwierz i dużo zdrowia dla kociakow!

    OdpowiedzUsuń
  5. mam nadzieję, że z kotami się poprawi.
    Załatw trochę słońca w Rzymie, i przywieź ze sobą. Udanego wyjazdu i czekam na relację :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam kciuki za zdrowie kociastych. Co do depresji jesiennej, też taką miałam, ale w zeszłym roku kupiłam sobie piękną kolorową apaszkę i fajny parasol i postanowiłam mieć dobry humor nawet w beznadziejną i deszczową pogodę, bo życie jest za krótkie, żeby ciągle narzekać ;) polecam takie rozwiązanie. A hand made zawsze poprawia nastrój, to prawda ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję Ci za miłe słowa! Kochana jesteś :) Zresztą, obie jesteśmy w stolicy, może kiedyś wybierzemy się na kawę? :)
    Mnie dobiła ta zmiana pogody z upału na kilkanaście stopni mniej. Mam nadzieję, że chociaż na trochę wróci złota jesień. Może przywieziesz trochę ciepła z Rzymu? Udanego wyjazdu! :) Trzymam kciuki za zdrowie kotków i za BARF :)

    OdpowiedzUsuń
  8. zawsze podobał mi się te ogródki w szklanych misach i kulach. moja Duśka należy raczej do tych kotów tolerujących dekoracje i nic nie podgryza, nie zrzuca, bo po meblach w ogóle mi nie chadza (dobra szkoła!), ale przy niemowlaku nie mam kompletnie na to czasu... ani nawet ochoty. może przejadę się do jakiegoś sklepiku i zakupię coś podobnego na jesień :)

    OdpowiedzUsuń
  9. co do kociego podróżnika - tak, Dusia też ma paszport, szczepimy co roku na wściekliznę i tak sobie z nią podróżujemy, a przy okazji szczepień przynajmniej dowiadujemy się, czy z nią wszystko okej :D widzisz - ja kota mam urodzonego podróżnika, przejedzie całą drogę z jednym jedynym miaukiem na przywitanie pani na bramkach na autostradzie :D za to dzieć... tak... :D

    OdpowiedzUsuń
  10. kawę piję jedną i słodzę słodzikiem, pewnie to ma też trochę mniej cukru, zresztą... kogo to interesuje, jedna słodka kawa raczej mnie nie utuczy. a na coś słodkiego pozwalam sobie teraz w weekend i jakoś funkcjonuje, waga powoli spada w dół, więc nie ma tragedii :)

    OdpowiedzUsuń
  11. jak widzisz, na moim blogu dziecko to jednak nie temat nr. 1. :D nie piszę o kupkach i innych, a raczej wplatam w swoje myśli krótkie anegdotki o dzieciu :) mam nadzieję, że taka forma Ci się spodoba, a przynajmniej nie znienawidzisz mojego bloga :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Wariatka, dekoracje do domu na stykówce robić :D Ale zajebiste!

    Co do aut to moim marzeniem jest Defender <3 Ale podstawowe pytanie gdzie nim chcecie jeździć. Wszystkie kolosy to do miasta nie mają sensu, bo dużo palą i ciężko się parkuje. A w trasie palą jeszcze więcej i nie pojedziesz nim zbyt szybko - kumpel uwielbiający 4x4 w trasy jeździ zwykłą osobówką ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Spadek formy i pogorszenie nastroju (nie depresja, na depresję moja siostra choruje od 7 lat więc dobrze jest mi znana) jak nic spowodowana jest zmianą pogody. Trzeba więc dać organizmowi czas, żeby przystosował się do jesiennej aury:) No i martwisz się o kotełki więc te dwa czynniki nakładają się na siebie i sprawiają, że czujesz się po prostu ch.jowo:(
    Ja już dawno zrezygnowałam z prób wprowadzenia zieleni do mieszkania. Najpierw Sprytka zamordowała prawie wszystkie kwiatki, które miałam, a teraz Negrecito postawił sobie za punkt honoru wykończyć te, które jakimś cudem ocalały:)
    Mam nadzieję, że wypad do wiecznego miasta nastroi Cię pozytywnie:) Czekam na zdjęcia i relację z tych wojaży:) a futrzakom życzę zdrówka!
    p.s. Kukuś rezydował na Krowoderskiej, my byłyśmy na Lubiczu. Ale z profilu kawiarni na fb wiem, że Kukuś z racji zaawansowanego wieku przeszedł na emeryturę i zamieszkał z niejaką Panią Ewą (chyba dobrze pamiętam:))

    OdpowiedzUsuń
  14. Yes, it is sad to say goodbye to the summer sun, but we must always look forward to something and your trip to Italy is the perfect solution! Hope that your kittens continue with good health. I know it is a worry......Lovely scarf and it will look so cute on your sweet little one. I like your glass garden, too. xx Karen

    OdpowiedzUsuń