Podsumowanie 2016 roku

Do tej pory robiłam je co roku, w 2015 wyszło inaczej, ale końcówka była mocno zwariowana ;)
Może zacznę od tego, że przed Nowym Rokiem uporządkowałam wszystkie linki na blogu: dodałam tych, do których zaglądam, ale byli porozrzucani po zakładkach, usunęłam i przeniosłam do zakładek tych, którzy już od kilku lat nie piszą, ale do których staram się zajrzeć raz na kwartał/raz na pół roku z nadzieją, że jeszcze wrócą do pisania. Zrobiłam też dwie kategorie: na strony i blogi o tematyce mruczącej oraz niemruczącej.
Zrobiłam także porządek ze znajomymi typu ’widmo’ z facebooka - usunęłam tych, którzy już od dłuższego czasu się do mnie nie odzywają.

Ten rok był dla mnie bardzo kreatywny - zrobiłam sporo bransoletek z muliny, uszyłam kilkanaście rzeczy (w tym m.in kominy na szyję, kocyk, podusię, śpiworek i kilka zabawek), wykonałam ozdoby z taśmy washi, nauczyłam się robić spódniczkę tutu i obrazki za pomocą haftu krzyżykowego.

W Nowy Rok wchodzę z wagą poniżej 70kg, od porodu schudłam prawie 20kg z czego jestem mega zadowolona.

To tak tytułem wstępu.
Poniżej postaram się wrócić na chwilę do każdego miesiąca oddzielnie.

Styczeń:
To był w sumie dość spokojny miesiąc. Mój mąż był w delegacji w San Francisco, przywiózł nam stamtąd śliczne pamiątki. Ja miałam okazję spędzić 10 dni tylko z moją mamą i córeczką. Na moje urodziny mąż już wrócił do Polski, dzięki czemu mogliśmy pójść na romantyczną kolację we dwoje.
Maja nauczyła się sama odwracać z brzucha na plecki.

Luty:
Najsmutniejszy miesiąc w tym roku.
1 lutego po długiej chorobie odszedł Urwis - mój ukochany kot, który mieszkał u mamy, to z nim spędziłam najlepsze lata swojego życia :(
Moja mama po odejściu Urwiska adoptowała 2 kotki, które pilnie szukały nowego domu - Mimi i Figielka.
Po nie całych 2 tygodniach (17 lutego) Figielka odebrał nam fip :(
Roztrzęsiona i potwornie smutna Mimi po konsultacji z behawiorystką zyskała pod koniec miesiąca nowego towarzysza - Wallyego. Kotki dogadały się ze sobą w jedną noc (socjalizacja z izolacją nie udała się, ponieważ nowy kotek uciekł z pokoju, w którym był izolowany i od razu zaprzyjaźnił się z rezydentką).
W tym miesiącu dowiedziałam się również o śmierci kotki Izydy, która kilka miesięcy temu zagłodzona przez swoich właścicieli trafiła w stanie krytycznym do lecznicy (niestety powikłania były zbyt silne dla jej wyniszczonego organizmu).
W ostatnich dniach lutego postanowiliśmy zmienić lokum - wynajęliśmy większe mieszkanie, w którym na spokojnie mieścimy się we trójkę z naszymi trzema kotami.

Marzec:
Miesiąc, w którym zdałam sobie sprawę, że zostałam kompletnie sama. Praktycznie wszyscy moi znajomi już od dłuższego czasu wykręcali się ze spotkań ze mną, przestałam być zapraszana na spotkania paczek i na imprezy (na których do tej pory najczęściej bywałam). Życie brutalnie zweryfikowało moje przyjaźnie z czasów studiów i wcześniej.
W połowie miesiąca udało nam się załatwić zabezpieczenie balkonu, dzięki czemu koty mogły swobodnie wychodzić na powietrze.

Kwiecień:
Na początku miesiąca odbyły się chrzciny Majki. Dzień po tym wydarzeniu wszyscy troje siedzieliśmy już w samolocie do San Francisco - mój mąż leciał w sprawach biznesowych, a ja i córcia zwiedzałyśmy miasto.
Majce wyszedł pierwszy ząbek.
Po powrocie do Polski doszliśmy do wniosku, że nasz balkon jest wielki, ale bardzo smutny, więc zasialiśmy zioła dla nas i kotów oraz zasadziliśmy pomidory.

Maj:
W tym miesiącu wróciliśmy do aktywności fizycznej. Zakupiliśmy przyczepkę do roweru z funkcją wózka do joggingu. Dzięki temu zaczęliśmy jeździć z Majką po lesie, robić weekendowe pikniki i dłuższe wycieczki rowerowe po Warszawie i okolicach.
Udaliśmy się również do dietetyka, który ułożył nam zdrową i bogatą w witaminy dietę. Już po 2 tygodniach stosowania poczułam przypływ energii i zniknęły wzdęcia.

Czerwiec:
To ważny miesiąc dla Majki - nauczyła się sama siadać z pozycji leżącej i już nie musiała się opierać o nic. Poprawiła również swoją motorykę - zaczęła raczkować po całym mieszkaniu.
W tym miesiącu wzięliśmy udział w akcji „mój kot ma dom”, pochwaliliśmy się relacjami kocio-dziecięcymi i zyskaliśmy przepiękne zdjęcia naszych futerek.

Lipiec:
Maja pierwszy raz świadomie powiedziała „mama”, po kilku dniach udało się również powiedzieć „tata”.
Odnowiliśmy kontakt z jednymi z dawnych znajomych.

Sierpień:
To był bardzo pozytywny miesiąc.
Babski wypad do Wrocławia (córka, ja i moja mama). Poznałam swoją dalszą rodzinę od strony dziadka i babci. Spędziliśmy razem z mężem i córcią cudowny weekend nad Bałtykiem w ramach naszej 4 rocznicy ślubu. Maja pierwszy raz bawiła się piaskiem.

Wrzesień:
Majka poszła do żłobka. Kupiliśmy nosidełko ergonomiczne, ponieważ noszenie w chuście przestało się podobać Mai.
Majka nauczyła się wstawać przy meblach i robić pierwsze kroki trzymając się czegoś lub kogoś.
Mój brat zaczął się spotykać z bardzo sympatyczną dziewczyną. Dzięki niej dojrzałam do decyzji, żeby spełnić jedno ze swoich marzeń (zaplanowane mam to na luty 2017).
W tym miesiącu pierwszy raz mieliśmy możliwość wyjechać gdzieś tylko we dwoje - spędziliśmy cudowny tydzień w Londynie.
Pierwszy raz sami robiliśmy sushi - wyszło super! Nauczyłam się robić bardzo ciekawy manicure w stylu ’esy floresy’. We wrześniu zobaczyłam pierwsze wizualne efekty swojej diety (brzuch jak by trochę mniej wylewał się ze spodni).
Ten miesiąc był dla mnie bardzo intensywny, zaczęłam się uczyć programowania obiektowego na platformę iOS. Zaczęłam też poszukiwania pracy.

Październik:
Moja córeczka obchodziła swoje pierwsze urodziny.
Czarny protest odniósł sukces - nie muszę się bać kolejnej ewentualnej ciąży i tego jakie będzie miała skutki dla mojego chorego serca.
Amaya nabawiła się zapalenia pęcherza, przy badaniach okazało się, że tak jak Purka i Misio ma tendencję do formowania się kryształów w moczu, musi więc przejść na specjalną dietę. USG wyszło jednak dobre, chora trzustka wygląda dużo lepiej niż kiedyś.
Zdecydowałam się zapisać na kurs iOS organizowany na Uniwersytecie Warszawskim, który będzie trwał do stycznia 2017. Dzięki niemu będę miała większe szanse na znalezienie pracy.

Listopad:
Nadal nie mam pracy mimo intensywnych poszukiwań. Na jednej rozmowie o pracę bardzo brzydko mnie potraktowano. Prowadziłam rozmowy jeszcze z dwoma innymi firmami, ale również bez efektów. Jeden z developerów, z którym miałam okazję rozmawiać był bardzo dziecinny i w zasadzie cieszę się, że nie będę musiała się z nim użerać.
Dostałam jeden projekt rekrutacyjny, który dość szybko skończyłam i dobrze mi poszedł.
Wpadłam na pomysł organizacji przyszłorocznego bazarku na rzecz jednej z prokocich fundacji.

Grudzień:
Od ponad 4 tygodni nie mogę całkowicie wyjść z infekcji, co chwila mam nawroty, zaraziłam Majkę i męża :(
Miałam co roczną kontrolę rozrusznika - nie wyszła za dobra. Znowu pojawiły się częstoskurcze.
Zostałam zaproszona na rozmowę o pracę do firmy, która dała mi w poprzednim miesiącu projekt rekrutacyjny. Mimo, że poszło mi dobrze, nie zostałam zatrudniona.
Sinusoida mojego samopoczucia osiągnęła dolną granicę, wiecznie słyszę krytykę i czuję się okłamywana, tracę zaufanie do najbliższych.
Pierwszy raz zrobiłam ombre na paznokciach. Nauczyłam się robić cotton balls.
Spędziliśmy z mężem spontaniczny miły weekend w Berlinie tylko we dwoje. Tam na targach bożonarodzeniowych poczułam wreszcie magię świąt.
Po powrocie ze stolicy Niemiec kupiliśmy śliczną niedużą choinkę, na Wigilię ubrałam się w swoją sylwestrową sukienkę sprzed 2 lat (tą sprzed ciąży! zmieściłam się - poniżej akapitu wklejam zdjęcie!), a od Mikołaja dostałam super prezenty - grę planszową i kocie upominki. Zrobiliśmy Majce i kotom mikołajową sesję zdjęciową z ręcznie wykonanymi rekwizytami.
Do mojego męża doszła jedna z dwóch paczek w ramach Secret Santa - podkładki pod kubek robione na szydełku - są urocze!


Mój 2016 rok nie był najgorszy, ale również nie najpozytywniejszy. Doświadczyłam wielu smutków, ale także radości. Chciałabym, aby Nowy Rok przyniósł mi więcej nadziei i mniej stresu. I duże różowe okulary…


Nie robię postanowień noworocznych, bo im bardziej coś planuję, tym bardziej nie wychodzi. Mam kilka celów, które będę się starała realizować i kilka marzeń, które chcę spełnić. Ale w życiu bywa różnie, więc nie planuję, tylko idę na żywioł.


16 komentarzy:

  1. Życie zawsze jest sinusoidą. Może nie był to rok Twoich sukcesów osobistych, ale za to rodzina, małżeństwo też wymaga troski i zaangażowania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Luty to chyba był najgorszy z Twoich miesięcy... ja w tym roku też straciłam kilka bliskich mi futrzaków :( we wrześniu opiekowałam się 2-tygodniowymi kociętami i niestety tylko jeden przeżył. Wypominam to sobie okropnie, chociaż wiem, że tak małe koty trudno jest odchować...

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie chyba jak u Ciebie, taki przeciętny to był rok. Niby niezbyt zły,ale bez szału. Nijaki nieco. Mam nadzieję,że te różowe okulary dotrą od 1 stycznia do Ciebie:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. 20 kg? Super! Świetnie Ci poszło :) Szkoda, że luty był taki kocio-smutny :( Ale wierzę, że kociaki brykają sobie wesoło za Tęczowym Mostem i niczego im tam nie brakuje. Fajnie pewnie było Ci patrzeć na to, jak Majka robi kolejne postępy :)
    W Nowym Roku życzę Ci wielu sukcesów i spełnionych marzeń ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo esencjonalne to Twoje podsumowanie mijającego roku:) a w nim samo życie Olu-raz lepiej, raz gorzej; raz z górki, raz pod; raz na wozie, raz pod nim... ale ogólny rachunek wydaje się być na plus:) Gratuluję sukcesów i życzę następnych:) przykro mi z powodu Urwisa i Izydy:( Ja z zasady nie podsumowuję i nie planuję. Ale ten rok zapamiętam... Zwłaszcza wrzesień bo wtedy odeszła Sprytka. No i grudzień bo 'zębowa historia' dała i daje mi nadal nieźle popalić.
    Olu! Szczęśliwego Nowego 2017 Roku! Wytrwałości w dążeniu do celów, ich realizacji i spełnienia marzeń:) Niech będzie wspaniały dla Was wszystkich.
    p.s. fajna z Was rodzinka:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny rok miałaś :), oby następny był równie kreatywny!... Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajne podsumowanie ;D

    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne podsumowanie , a bilans całkiem pozytywny ;-)
    Oby przyszły rok był jeszcze lepszy !
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  9. życzę Ci aby to był dobry rok i wszystkie Twoje plany się pospełniały! Dużo zdrowia i uśmiechu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No to trochę się u Was działo :) oby ten rok był jeszcze lepszy od poprzedniego :*

    OdpowiedzUsuń
  11. życzymy tych DUZYCH rózowych okularów i samych wspaniałości, kochana w nowym roku!
    Piękne zdjęcie rodzinki :*
    http://czynnikipierwsze.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja nie mam pamięci do dat że Ty wszystko tak ładnie opisałaś w danym miesiącu to aż się dziwie.Piękna rodzinka! Wiesz,,, gratuluje zrzucenia wagi, Ja zrzuciłam ale znowu mi przybyło i od początku walcze z wagą niestety..
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Super Blog, tak jak i post, oby ten rok był lepszy od poprzedniego :) Pozdrawiamy i zapraszamy do nas :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dużo zdrówka przede wszystkim. Niestety choróbska w sesonie jezsienno-zimowym przenoszą się w zawrotnym tempie, a wśród domowników to już w ogóle.
    Przykro mi z powodu odejścia maluchów kudłatych. Bardzo bolesne wydarzenia.
    Wszystkiego dobrego w 2017 roku.

    OdpowiedzUsuń
  15. Czasem warto podsumować cały rok. Widzi się wtedy że oprócz złych rzeczy były też dobre :)U mnie poprzedni rok nie był zły a obecny zaczął się prawie tak samo jak poprzedni. Mam tylko nadzieje że będzie lepszy i spokojniejszy :)

    Ps. Schudnąć 20 kg to dużo. Tak trzymaj :)

    OdpowiedzUsuń