WrocLove

Powrót do Wrocławia po 3 latach był dla mnie fajną przygodą. Udało mi się odwiedzić miejsca, których nie widziałam poprzednim razem i wrócić do tych, które wtedy mnie urzekły. Parę rzeczy się zmieniło, ale to co podobało mi się najbardziej - klimat wiecznej radości i masa uśmiechniętych ludzi na ulicach - nadal się utrzymuje. To miasto samo w sobie jest cholernie pozytywne i tętni życiem.


To był babski wyjazd 3 pokoleń, czyli córcia, ja i moja mama :)

Ostatnim razem jak byłam we Wrocławiu jeszcze z Adamem nie udało nam się zobaczyć Panoramy Racławickiej, bo była w renowacji. Tym razem nadrobiłam tę zaległość. Jestem pod ogromnym wrażeniem - ten obraz jest tak realistyczny, że aż zapiera dech w piersiach. Każdy jeden szczegół jest wykonany bardzo starannie, człowiek ma wrażenie, że patrzy na prawdziwą scenę walki, w której ktoś kliknął pauzę. Na prawdę bardzo polecam zobaczyć każdemu, kto jeszcze jej nie widział ;)


W ramach spaceru odwiedziłyśmy także wrocławskie zoo. I to jest najpiękniejsze zoo, jakie kiedykolwiek widziałam. Zwierzaki mają ogromne tereny do biegania. Może nie ma tam wybitnie dużo gatunków, ale jestem pewna, że zwierzęta czują się tam dobrze. Mają możliwość schować się wśród traw, drzew i krzewów kiedy znudzi im się bycie podglądanym przez ludzi. Mają również do swojej dyspozycji budynki. 
Akurat jak byłyśmy w zoo, to była ładna pogoda, więc sporo zwierzaków wychodziło na swoje wybiegi. Najśliczniejsze były lwy; lew grzał się na słońcu, a lwica podeszła do niego wtuckała się jak typowy kot domowy :D W końcu kot to kot, duży czy mały - potrzebuje miłości i czułości ;)
Żałuję, że zorientowałam się tak późno i nie udało mi się uchwycić tego cudnego momentu na filmie. Mam za to całą masę zdjęć innych zwierzaków ;)




Z wycieczek na łonie natury bardzo dobrze wspominam ogród botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego. Bardzo miłe, spokojne i relaksujące miejsce. To jest właśnie jeden z tych punktów Wrocławia, który odwiedzałam i będę odwiedzać ilekroć pojawię się w tym mieście. Może ten ogród nie jest duży, ale na pewno ślicznie zorganizowany :)



Wielbicielom dużych wysokości na pewno spodoba się Sky Tower. Ogólnie jest to nic innego jak gigantyczny 49 piętrowy wieżowiec z całą masą biur. Ostatnie piętro jest udostępnione zwiedzającym. Wysokość robi wrażenie, można zobaczyć piękną panoramę Wrocławia i okolic, a przy pięknej pogodzie jest nawet możliwość zobaczenia Karkonoszy. My właśnie miałyśmy wyjątkowo ładną pogodę, bezchmurne niebo, więc widoczność była spora i udało nam się dostrzec Śnieżkę :)




Z kolei dla wielbicieli kolejnictwa/kolejek Piko rewelacyjną atrakcją będzie Kolejkowo, czyli świetna interaktywna makieta Wrocławia. Są tam świetnie odwzorowane m.in. takie punkty jak rynek, arkady i fragment trakcji pociągów dalekobieżnych. Nie znam miasta aż tak dobrze, żeby rozpoznać pozostałe punkty, ale z rozmów innych osób można było wywnioskować, że twórcy makiety bardzo się postarali, bo odwzorowali m.in. dokładnie szyldy sklepów, graffiti na budynkach, czy stan techniczny budynków.


Obowiązkowo będąc we Wrocławiu trzeba się przespacerować po starym mieście i przejść się na Ostrów Tumski. Przy okazji odwiedziłam słynny most Tumski, na którym 3 lata temu zawisła nasza pierwszorocznicowa kłódka. Niestety stan techniczny kłódek nie pozwolił mi rozpoznać tej jedynej naszej - wszystkie, które pasowałyby wielkością i kolorem były tak mocno zardzewiałe, że nie jestem pewna która z nich to nasza (o ile nadal tam wisi).





Dodatkowo muszę się pochwalić, że standardowo gdzie bym nie pojechała - zawsze spotkam tam jakiegoś kota. Ot taka moja natura, że przyciągam te zwierzaki jak magnes. I tak oto przedstawiam wam piękną trikolorkę (imienia nie znam), która łaziła za mną jak ciele za krową w okolicach parku fontann. Pogłaskałam, wytarmosiłam i chciałam iść dalej, ale gdzie tam, kot szedł za mną. Wyszłyśmy z parku od drugiej strony, kot nadal trzymał się przy nodze. Próbowałam pogonić ją, ale i tak wlazła na ulicę. A potem wracałam w te pędy, żeby jakiś wariat nie rozjechał kota, który jak by nigdy nic zaczął sobie robić toaletę na samym środku jezdni… Bardzo boli mnie fakt, że ktoś wypuszcza tak cudownego i miziastego kota (bo jestem na 200% pewna, że to nie jest bezpański kot). Kicia lepi się prawdopodobnie do każdego, kto ma chęć ją głaskać, w końcu komuś wbiegnie pod koła, a nie zawsze w okolicy znajdzie się taka jak ja, która po pierwsze zauważy, a po drugie będzie gotowa wybiec prosto pod czyjeś koła, żeby broń Boże nie ucierpiał zwierzak…




Natomiast w kwestii spotkań rodzinnych muszę przyznać, że jestem zadowolona.
Odwiedziłyśmy dwie rodziny - jedną od strony mojej prababci, drugą od strony dziadka.
Obie rodziny, zarówno ta z pod Wrocławia jak i ta z samego miasta zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Tych z Wrocławia po półgodzinnej rozmowie miałam wrażenie jak bym znała całe życie. Cieszę się, że ich poznałam, w kolejne wakacje przyjadą do nas w odwiedziny do Warszawy. No i na pewno my również za trochę ich znów odwiedzimy. 
Trochę szkoda, że z tymi młodszymi nie udało się nawiązać większych kontaktów. Poznałam jednego chłopaka, wszyscy inni porozjeżdżali się po całej Polsce, część mieszka pod Poznaniem, inni w Jeleniej Górze. Wątpię, czy kiedykolwiek udałoby się zrobić jakiś większy spęd rodzinny, tak żeby wszyscy się na nim zjawili. Kiedyś bardzo wiele rodzin miało taką tradycję, dziś niewiele osób ją pielęgnuje. Ale spróbować może warto, w końcu to dość bliska rodzina.

A na koniec kilka zdjęć przecudownej kocicy moich wujków - Siwej :)





2 komentarze:

  1. Pozazdrościć można takiej wycieczki :D O tę kicię z miasta to rzeczywiście nietrudno się martwić, oby sobie jak najdłużej tam radziła...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie byłam we Wrocławiu. Jednak lubię to co nowe więc gdybym miała taką możliwość pojechałabym. A kotka. Nie wygląda na bezdomną. Pewnie to typ kota wychodzącego.Mojego kociaka tez nie utrzyma się w domu więc wychodzi i został w Polsce. I wcale źle na tym nie wyszedł ( przytyło mu się dobre półtora kilograma :)) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń