Wakacyjnie i przedwyjazdowo

Może zacznę od tego, że jestem już spokojnym człowiekiem. Odszedł jeden stres – studia. Pod koniec czerwca obroniłam się!


Spodziewałam się pewnych trudności w zorganizowaniu obrony, ale moja promotorka stanęła na głowie, żeby termin był jak najszybszy. I udało się. Panie w Dziekanacie ogarnęły przewodniczącą komisji. Recenzent się dostosował, w sumie oni z promotorką mają dosyć dobre układy, współpracują w wielu projektach, więc akurat domyślałam się, że kwestia dogadania się między nimi nie będzie jakimś problemem.
Na obronie nawet nikt nie prosił mnie o omówienie mojej pracy. Poster miałam, byłam przygotowana, żeby coś opowiedzieć, ale komisja tylko zadała 3 pytania, dziękuję, magister, „kolejną osobę zapraszamy” :)
I tym sposobem mam już jeden stres mniej.
Spotkałam się ze swoją promotorką już po obronie. Kwiatki, podziękowania etc. Jestem w szoku, powiedziała, że dobrze jej się ze mną współpracowało. A ja cały czas myślałam, że ma mnie dosyć i modli się, żeby nigdy więcej nie mieć takich dyplomantów :D A tu zaskoczenie. To miłe :)


Urwisek już od dłuższego czasu bez kaftanika. Zupełnie zapomniał o wszelkich niewygodach i bólu. Sierść co prawda jeszcze mu nie odrosła, ale stał się żywszy i ma większą ochotę na psoty (mimo, że jest raczej starszy). No i powrócił apetyt :)
Badanie histopatologiczne potwierdziło, że to niestety mięsak. Teraz trzeba go bacznie obserwować, czy nic nie odrasta i regularnie badać, czy nie ma przerzutów. Kocurek jest pod stałą kontrolą, aby w razie czego szybko wychwycić wszelkie zmiany. Martwię się o niego, ale wiem, że w chwili obecnej nie mamy na nic wpływu. Wiemy tylko, że operacja była przeprowadzona prawidłowo, guz został wycięty całkowicie, nie został ani kawałek wrogiej tkanki. Jest więc szansa dla kiciusia.


Stan mojej Pureczki aktualnie też jest dla mnie zmartwieniem. Na dobrą sprawę nie wiadomo, co się z nią dzieje. Kicia zachowuje się całkowicie normalnie, jednak badania krwi (kontrolne, robione regularnie) wykazały podwyższoną kreatyninę. Od razu zrobiliśmy też USG (które wyszło dobre) i badanie moczu, które z kolei wykazało kreatyninę w normie, jednak okazało się, że pH jest mocno zasadowe i pojawiły się ketony. Nie mamy pojęcia co jest przyczyną. Póki co zakwaszamy mocz (preparatami z żurawiną) i na wszelki wypadek podajemy pastę, która ma rozbijać ewentualne kryształy, które mogą się w tej sytuacji pojawić w każdej chwili. Kot pod stałą kontrolą i obserwacją. Czy sika normalnie, czy nie boli, czy nie pojawia się krew w moczu… Koszty kosztami, to w tym momencie jest najmniejszy kłopot. Martwi mnie, że ona taka młodziutka już zaczyna chorować, a wetka nawet nie ma pomysłu co jej może być. To taka bezsilność. Przez miesiąc mamy podawać tą pastę i żurawinę, dopiero po tym czasie możemy powtórzyć badania i zobaczymy co wyjdzie...


Wczoraj miałam kolejne USG. Wszystko wyszło dobrze, nasze maleństwo ma 550 gram i  jest to dziewczynka :) Jeszcze nie mamy wybranego imienia dla córeczki, na razie jest kilka pomysłów, ale są w trakcie dyskusji. Musimy usiąść na spokojnie i wybrać.
No i będziemy mogli już powoli zacząć kompletować wyprawkę!


Aktualnie żyję naszym wyjazdem nad morze. Jedziemy już w najbliższą sobotę. Dwa tygodnie relaksu w Ustce. Zamierzamy również odwiedzić Słowiński Park Narodowy i tam chcemy mieć śliczną plenerową ciążową sesję zdjęciową. Uwielbiam to miejsce, zawsze będzie mi się dobrze kojarzyło. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się na plener właśnie tam. To będzie niezwykła pamiątka.
No i to prawdopodobnie nasz ostatni wyjazd przed porodem. Kolejny będzie możliwy dopiero w przyszłe wakacje, kiedy maleńka będzie miała już prawie roczek. Tak więc muszę korzystać z relaksu ile się tylko da! :)
Pozdrawiam cieplutko, odezwę się po powrocie z nad morza!

2 komentarze:

  1. Gratulacje z szybkiej i owocnej ;) obrony :) Szalenie sympatyczne jest to, że zorganizowaliście (było zorganizowana?) cała ta otoczka z togami etc :) mi się ani razu nie udało (*_^), poza tym, jak się dowiedziałam, u mnie na roku inż. było to akurat w gestii studentów, by zorganizować togi itp :) Niby amerykanizm, ale sympatyczny :)

    Cieszę się, że z Urwisem lepiej. Oby jak najdłużej w dobrym zdrowiu brykał :)
    Co do Purki - może to takie "współ -chorowanie"? bardziej psychosomatyczne niż rzeczywisty problem? Możliwe, że mój pomysł jest totalnie bessęsu, bądź co bądź na kotach się jakoś szczególnie nie znam, ale skoro ludzie potrafią chorować "z głowy", to czemu nie zwierzęta?
    Tak czy owak - trzymam kciuki, co by z Purką się też szybko wyjaśniło :)

    Udanego wyjazdu :* *hug*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo zdrówka dla wszystkich maluchów oraz gratulacje z powodu obrony:)

    OdpowiedzUsuń