I znów mnie długo nie było.
Ostatnio mam gorszy okres, zupełnie nie mam na nic siły i nawet nie próbuję jej z siebie wykrzesać. Najchętniej stałabym się niewidzialna.
Jesienne spacery po lesie dodają mi trochę energii, ale póki co nie starcza jej na zbyt wiele.
Miałam usiąść do tego wpisu wcześniej, ale ciągle coś się działo. Tak więc wpis wyjazdowy połączę z nie-wyjazdowym. Ale dzisiaj dla odmiany nie będzie dużo tekstu.
Niby nic wielkiego od ostatniej notki się nie wydarzyło, ale jednak mam sporo do napisania.
Podzielę więc post na kategorie - tak będzie Wam łatwiej pominąć wątki, które mogą Was mniej interesować.
Nie miałam pojęcia ile czasu zajmie mi opublikowanie tej notki. Ostatnio mój brak motywacji do czegokolwiek powoduje, że wszystko czego się podejmuję zajmuje mi dużo więcej czasu. A ja chyba nie mam już siły walczyć z samą sobą i zmuszać się, żeby zmieścić się w takich ramach czasowych, jakie zazwyczaj wystarczały. Czasem czuję się, jakbym błądziła gdzieś po omacku. Nie wiem gdzie idę, nie wiem co robię, kręcę się w kółko bez celu.
No i mamy marzec…
Ten czas od początku roku przeleciał mi jak kilka dni. Zupełnie jakbym gdzieś w którymś momencie usnęła na ponad 2 miesiące i nagle obudziła się jakby nigdy nic.
Marzycielka, z nieograniczoną fantazją. Nie do końca cierpliwa, po części choleryk. Panicznie bojąca się samotności i zbyt długo trwającej ciszy. Wielbicielka rękodzieła pod każdą postacią, crazy cat lady, artystyczna dusza. Zakochana w jesieni.