Wciąż żyję...

Znowu znikłam na bardzo długo. Miałam napisać tę notkę pod koniec kwietnia, ale ciągle coś było w poprzek. 


Mam dni, gdzie mogę przenosić góry, a są też takie, kiedy najbardziej optymalne byłoby dla mnie zapaść się pod ziemię nie zostawiając po sobie śladu.


Czasami niechęć do wszystkiego jest tak silna, że nie potrafię spojrzeć na siebie bez potoku bolesnych i krytycznych myśli.


Wyżywam się artystycznie. To zawsze pomaga i pozwala mi utrzymać jako tako równowagę emocjonalną. Bo sztuka to dobry przyjaciel, jest doskonała w swej niedoskonałości i zawsze zaskakuje.

Szyję. Patrząc z perspektywy czasu, to nawet całkiem sporo jak na mnie. Z maszyną do szycia się lubimy, ale zazwyczaj potrzebujemy dużo przerw.

A jednak ostatnio byłam z nią blisko.

Maseczki. Zrobiłam zdjęcia tylko tych dwóch. Powstało dużo więcej dla mnie i bliskich mi osób.


Oponka dla kotów. Taka, żeby można się było w niej zanurzyć i zasnąć w ciepełku.




Poddupnik. Minky i mięciutka dresówka to świetne połączenie. Lubię dresówki, miło się z nimi pracuje i są przyjemne w użytkowaniu.


Wkład do transportera. Podkłady wodoodporne są bardzo wygodne i funkcjonalne. W czasie podróży kotu może zdarzyć się wpadka. Z dnia na dzień pogłębia się moja więź z naturą, dlatego przestałam kupować te jednorazowe. Podkład wielorazowy to kolejny krok do ograniczenia bezsensownego zanieczyszczania naszej planety.


Bawełniane torby na pieczywo. Jedna dla mnie, druga dla mamy.

Wodoodporna torba wielorazowa. Mała, na nieduże zakupy, albo kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Dla mamy, z okazji urodzin. Ona lubi takie rzeczy. Nie mam niestety zdjęć ani jednych ani drugich.

Scrapbooking. Papier to bardzo plastyczne narzędzie. Nawet niedoświadczony człowiek jest w stanie wyczarować cuda z papieru.

Im dłużej z nim pracuję tym bardziej go lubię.

Bullet journal. Kwiecień, maj, czerwiec, lipiec, sierpień i wrzesień. Tak… definitywnie długo mnie tu nie było. Wrzucam Wam tylko wybrane migawki z bujo, bo byłoby za dużo zdjęć… Resztę możecie zobaczyć w wyróżnionych relacjach na moim Instagramie.


















Listy. Zawsze tworzone z myślą o konkretnej osobie. Ostatnio było na nie trochę mniej czasu, ale obiecuję, że nadrobię zaległości.












Zrobiłam kolejną biżuterię z agatem mszystym. Myślę, że odnalazłam „swój kamień”, czyli taki, który przekazuje mi swoją dobrą energię. Na ten moment swojego życia potrzebuję zawsze mieć przy robie coś z agatem mszystym. Sprawia to, że czuję się lepiej.


Uprzedzając Wasze pytania - nie wierzę w magię, nie uważam, żeby jakikolwiek przedmiot miał magiczną moc. Natomiast wierzę w oddziaływanie energii. Wszystko co istnieje na Ziemi (i poza nią również) jakoś wzajemnie na siebie oddziaływuje.  Jedne oddziaływania są dla nas korzystniejsze, inne nie.

Spróbowałam też swoich sił w glince srebra i miedzi. Powstały pierwsze bransoletki z roślinami.


Wróciłam też powoli do czytania.

Na ten moment mam za sobą książkę Nieznane więzi natury autorstwa Petera Wohllebena.


Zaintrygowała mnie ta o drzewach, ale zanim udało mi się ją zamówić pożyczyłam od koleżanki właśnie pozycję o naturze.
Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób autor opowiada o lesie i wzajemnych relacjach roślin i zwierząt. Cała „naukowa strona” jest opisana tak, że człowiek przelatuje przez tekst dosłownie jak burza i chłonie słowo za słowem.
Książka jest napisana prostym językiem - idealnym dla osób, które nie mają technicznej wiedzy o przyrodzie (tak jak ja).
Bardzo zachęcam, jeśli jeszcze nie sięgaliście po tę pozycję. Zupełnie inaczej patrzę teraz na korniki, kleszcze i inne żyjątka, które nie cieszą się najlepszą sławą. Kiedyś wzbudzały we mnie obrzydzenie, teraz widzę jak bardzo są potrzebne w naszym ekosystemie. Doceniam ich obecność jak nigdy dotąd.
Jestem w połowie książki o drzewach, więc powiem coś więcej na jej temat, jak już dotrę do końca.

Zamówiłam też książkę, której zakup planowałam już od jakiegoś czasu - Kamasutrę kociego snu Przemka Wechterowicza, Kasi Walentynowicz.
To w zasadzie zbiór ładnych ilustracji i zabawnych tekstów. Miło spędziłam przy niej czas, ale nie jest to totalny „must have” każdego kociarza.


Na początku czerwca mieliśmy krótki urlop.

Myślę, że odpoczęłam przez ten tydzień. Naszym założeniem było nigdzie się nie spieszyć, być blisko natury i celebrować czas. I właśnie tak było!
Odwiedziliśmy przepiękny skansen w Olsztynku - Muzeum wsi polskiej. To miejsce ma niepowtarzalny klimat. Mogłabym mieszkać w takiej starodawnej chacie.



Poza tym odwiedziliśmy Mazury, Wigierski Park Narodowy i Białowieżę.









Zrobiliśmy spływ kajakowy Rospudą, widzieliśmy czaplę siwą, ważki i żaby. To był wspaniały czas; mogłam zwolnić i jeszcze bardziej doceniać wszystko co mnie otacza.


Były spacery po łąkach, leśne wędrówki i wieczory przy kominku. Było słuchanie deszczu uderzającego o parapet i chwytanie delikatnych promieni słonecznych o poranku.
Tylko jedną noc spędziliśmy w mieście.




Pozostałe noclegi były w dziczy. Na wsiach. W lesie. Z dala od wszystkiego. W ciszy.
Było grillowanie, trochę rękodzieła i karmienie saren.
I ten zapach nocnego powietrza. Rozgwieżdżone niebo i przelatujące nietoperze.
Jestem wdzięczna za ten czas. Odpoczęłam, zregenerowałam siły, spotkałam się z przyrodą, którą kocham całym swoim sercem.


Na początku sierpnia mieliśmy drugi krótki wyjazd - tym razem nad polskie morze. Kocham Bałtyk, jestem tam praktycznie co roku. Zazwyczaj zatrzymujemy się gdzieś niedaleko od morza i spędzamy tam kilka dni. Mamy także okazję do odwiedzenia Trójmiasta - degustujemy przepyszną kawę, odwiedzamy 100-cznię, jarmark dominikański; no i oczywiście stałym punktem programu jest spotkanie się z moją bliską kumpelą z Gdyni. Szkoda, że mieszkamy tak daleko od siebie i nie możemy się spotykać na codzień. Tak czy inaczej, to był dla mnie ważny i przyjemny czas. Powietrze nadmorskie jest zupełnie inne niż w pozostałych częściach Polski.


Wracając jednak do rzeczywistości i tego co się dzieje teraz…

Koty generalnie mają się dobrze. Oprócz Miśka, ale do tego dojdę dalej. Mieliśmy przez moment trudniejszy etap, ale było to związane z przeprowadzką. Tak, znów zmieniliśmy lokum i muszę przyznać, że wreszcie poczułam ulgę. Życie w poprzednim mieszkaniu było dla mnie przytłaczające i trudne.

Amaya miała etap z posikiwaniem. Badania moczu w normie, problem definitywnie stresowy. Tutaj potrzebny był spokój i czas. Aktualnie (odpukać) wpadki już się nie zdarzają.


Potem zaczął się jeszcze problem z wymiotami - zaczęła stresowo wylizywać się, a co za tym idzie zakłaczała się bardziej niż dotychczas. Całą sytuację udało się opanować bardzo szybko i bezboleśnie - dostała leki przeciwwymiotne i pastę odkłaczającą.




Obie - Amaya i Purka wydrapywały sobie rany na szyi i głowie. Ten temat również przepracowaliśmy dość szybko - dziewczyny dostały maść antybakteryjną i antyświądową.


Aktualnie dziewczyny mają się już lepiej. Widać wyraźnie, że  stres powoli znika. Amaya znów zaczyna wylegiwać się z brzuchem do góry, znalazła sobie ulubione miejsca do spania i powoli wraca do swojej kociej rutyny.

Purka od początku nie okazywała bardzo mocno swojego stresu, ale wiem, że również silnie przeżyła to wydarzenie. Silniej niż dotychczas. I silniej niż się spodziewałam.





Ale teraz będzie już tylko lepiej. Ona również już ma swoje ulubione miejscówki.

A co poza tym u nich?

Purka chudnie, widać to głównie po kształtach, a nie po wadze. Dużo więcej się bawimy, więc waga mięśni trochę podskoczyła do góry. Jednocześnie zmniejszyła się ilość tłuszczu. Jesteśmy na dobrej drodze do doprowadzenia jej sylwetki do poprawnego stanu. Zostało już bardzo niewiele.


Z kolei Misiek zaczął trochę przybierać na wadze. Ostani czas, kiedy walczyliśmy ze zbyt wysokim poziomem hormonu tarczycy Misiowi trochę się schudło. Wraca więc powoli do swojej regularnej wagi. W każdym razie mam taką nadzieję, bo przez ostatnie dni znów miał gorszy apetyt. Nie wiem jak to się odbije na jego wadze. Staram się dawać mu cokolwiek jeśli wybrzydza, bo przecież nie może nie jeść nic.
Po włączeniu suplementu diety na stawy ponownie zaczął więcej się ruszać. Biega z zabawkami i ponownie ma swojego ‚wieczornego świra’, podczas którego robi kilometry po mieszkaniu (oczywiście minimum po 23).
No i zrobił się jeszcze bardziej przytulaśny niż był (jak też myślałam, że już bardziej słodkim być nie można, a jednak!)


Problem pojawia się natomiast w ostatnich badaniach - Misiek ma obustronne guzy w tarczycy. Z racji swojego wieku jest kotem nieoperacyjnym, więc to jego ostatnia prosta. Dopóki czuje się dobrze, to leczymy objawowo. Co dalej? Nie chcę nawet myśleć…



Praca z Hedwigą przynosi kolejne sukcesy.



Nasza malutka w ostatnim czasie sama z siebie przychodzi i upomina się, żeby brać ją na ręce. Czasami kładzie się obok i zaczepia łapką. Potrzebuje być przytulana i cichutko wtedy mruczy.





Na początku nie miała takiej potrzeby. Jestem zachwycona i dumna z niej, bo widzę jak coraz bardziej się otwiera. Potrzebuje towarzystwa i zrozumienia.

Widzę, że jest bardziej przyjazna również w stosunku do innych kotów. Wcześniej nie potrzebowała ich do szczęścia. Aktualnie docenia opcję zabawy z Misiem; czasami zdarza jej się położyć obok Purki. Zaprzyjaźnienie się z Amayą zapewne zajmie jej jeszcze chwilę.



Jak już jesteśmy przy temacie kotów, w ostatnim czasie zdecydowałam się na zakup nowej wędki dla moich futerek. Chciałam przetestować coś, co będzie bardziej trwałe niż wędka „bird” dostępna w zooplusie.
Stanęło na naturalnej ręcznie robionej wędce od the miss cat.
Koty oczywiście doskonale wiedziały, że paczka jest do nich, pojawiły się tłumnie obok mnie kiedy zaczęłam otwierać przesyłkę. Były żywo zainteresowane sznureczkami i piórkami.
Moje pierwsze wrażenie: śliczna, ale ciężka.
Wykonanie - po prostu ideał w każdym szczególe. Widać, że robiona z miłością; ma w sobie ‚to coś’.







Mimo tego jak pięknie jest zrobiona, byłam pewna, że skończy się jak z każdą inną zabawką - po tygodniu fascynacji pójdzie w kąt. Myliłam się!

Purka uwielbia tę wędkę! Spośród moich kotów ona jest najwolniejsza i najgłośniejsza. Wędka, z uwagi na sporo drewnianych dodatków i swój całkowity ciężar nie nadaje się do machania nią w powietrzu. Istniałoby spore ryzyko uderzenia kota, albo nawet zbicia szyby. Doskonale się natomiast sprawdza do ciągnięcia nią po ziemi (albo tak jak w naszym przypadku, po kołderce) w połączeniu z niskimi podlotami. Dla Purki jest ona więc wyzwaniem, ale realnym do osiągnięcia.




Amaya i Hedwiga zazwyczaj są znużone po kilku minutach. Dla nich ta zabawka jest zdecydowanie za wolna, a co za tym idzie mało atrakcyjna. Dziewczyny lubią kiedy element ucieka w powietrzu, więc tutaj z kolei zooplusowy „bird” sprawdza się lepiej.



Podsumowując - wędka od the miss cat jest przeurocza, idealna dla kotów, które preferują zabawki uciekające po ziemi, albo wolniejsze. Bardzo duży plus za możliwość wymiany końcówek.

Minus - trochę za dużo drewnianych elementów. Sprawiają one, że wędka jest ładniejsza, ale cięższa (więc mniej funkcjonalna). No i ma trochę za długi sznurek, jak na zabawkę ‚podłogową’, ale to akurat najmniejszy problem, bo można ją z łatwością skrócić do najbardziej preferowanej długości.

Sumarycznie nie żałuję zakupu ;) Będę próbowała sama zrobić jakieś fajne końcówki do niej.

Mruczki dostały też nowy drapak sufitowy i wiklinowy kosz. Wszystko przyjęło się idealnie dosłownie po wypakowaniu z pudeł.


Z własnych nabytków - w ostatnim czasie kupiłam kolejne 5 bransoletek handmade.

Jedna z nich to drewno połączone z żywicą. Przepiękna góra wykonana przez Forest Form.


Kolejne dwie, to bransoletki z art clay silver od Wild Forest Moon. Rośliny, które tutaj widzicie, to paproć i krwawnik. Są zatopione w srebrze.
Dorobiłam sobie do nich sznureczki z kamieniami. Dzięki temu czuję, że są jeszcze bardziej w moim stylu niż wcześniej.


I dwie ostatnie, to bransoletki z minerałami od Slavica Studio. Monika robi przepiękną biżuterię 'z duszą'.



Kupiłam też ręcznie robiony pierścionek od Karoliny.


Wracając jeszcze na moment do przeprowadzki - przenieśliśmy się dosłownie kilka ulic dalej. Nadal zostałam na swoich ukochanych Kabatach, ale bliżej lasu. Bliżej zieleni, świeżości i zapachu drzew. Zachody słońca spędzone na balkonie z mężem, kotami i kubkiem herbaty (czasem piwem) to definitywnie coś, czego od dawna potrzebowałam. I tej ciszy przerywanej co jakiś czas odgłosem pociągu sunącego po torach. Zdecydowanie czuję się tutaj lepiej już od pierwszego dnia.





Rozpakowaliśmy już w zasadzie wszystko. Nadal musimy uporządkować kilka szafek, zrobić stół (bo będziemy robić go sami zamiast kupować).

Adam ma swoją wymarzoną „pracownię”, ja urządzam salon. Wszystko będzie dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam.

Styl trochę retro - z pięknymi makramami, dużą ilością światła, lnianymi zasłonami i ogromem kwiatów.





No i krzesła „z duszą”.
Już od jakiegoś czasu bardziej doceniam przedmioty używane, takie które mają już jakąś swoją historię. Nie macie pojęcia jak bardzo ucieszyłam się, gdy zobaczyłam, że ktoś chce sprzedać za bezcen 4 oryginalne patyczaki, które pamiętają jeszcze czasy PRL-u. Niewiele myśląc dokonałam zakupu i razem z Adamem odrestaurowaliśmy je.


Usunęliśmy starą tapicerkę i wypełnienie, przeszlifowaliśmy i zabezpieczyliśmy drewno. 


Na końcu położyliśmy nowe gąbki i tkaninę. Było przy tym sporo roboty, ale nie żałuję.


Teraz krzesła wyglądają genialnie! Idealnie będą pasowały do całości wystroju.

Już je uwielbiam! I koty też! Porzuciły część swoich legowisk w salonie na rzecz krzeseł. 


Na razie wrzucam niewiele zdjęć, ale jak już wszystko nam się uda ogarnąć, to planuję zrobić trochę klimatycznych ujęć.

Myślę, że te w jesiennej odsłonie będą najpiękniejsze.


Rany ile tekstu i ile zdjęć… Jeśli przez to przebrnęliście, to jest mi niezwykle miło :)


Z pewnością nie uda mi się nadrobić wszystkich Waszych postów, ale spróbuję w najbliższym czasie zajrzeć do Was wszystkich. Pozdrawiam cieplutko!



18 komentarzy:

  1. Śliczne kociaki! Dużo zdrówka dla wszystkich na początku tej urokliwej jesieni! Co do początku tekstu to doskonale rozumiem, sama przechodzę przez takie stany, nadal szukam złotego środka.. A odnosząc się do Twojego szycia - super rzeczy tworzysz, zazdroszczę zdolności :)

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam w tym skansenie tydzień temu. ^_^
    Jakże ja lubię czytać i oglądać kawałki Twojego życia. Tylko czasami nie wiem co napisać, po prostu uśmiecham się w myślach.
    Wczoraj przywędrował do nas młody kociak, podobno mieszka w gospodarstwie za płotem. Wymiziałam go, był tak spragniony jakby nigdy w życiu tego nie dostał. Wyrwałam kleszcza, oporządziłam i wypuściłam do pana.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przebrnęłam - bardzo dużo informacji i zdjęć , ale dałam radę ;-)
    Cieszę się że dałaś znać co u Was , trzymam kciuki za ten nowy etap , niech będzie tylko lepiej ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj ja też mam w planie za jakiś czas zrobić kotom więcej półek, żeby miały więcej przestrzeni pod sufitem. Ostatnie loty z szafy na uchylone drzwi by biec dalej po regałach z książkami utwierdzają mnie w przekonaniu, że trzeba tam po prostu zrobić piłkę w kształcie L w rogu i niech biegają do woli, ale już bez mojego siwienia, że któryś zleci. A kiedyś Mefi sobie tyłek obratl jak nie doskoczył...
    Temat posikiwania znam. U mnie doszło to, że myslalam, że kuweta przecieka na łączeniach a okazało się, że moja Ejmisia podobna do Twojej Purki to strażak! Dziewczyna strażak! Sika poziomo! I jak mi nasiusiala w Luny kuwetę właśnie tak lejąc po ścianie to zlikwidować muszę jak najszybciej otwarte kuwety. Ale już jedzie z zooplusa druga z zapasem pluszowych myszek, a nie żwirku. Kiedyś mądry pakowacz zapakował nam oddzielnie kuwetę w drugie pudełko.
    Oby się Wam mieszkało lepiej :) ja na wynajmach nie mogłam mieć kotów, ale od dawna mieszkamy niedaleko torów i jak śpię u Młodego to słyszę wieczorami jak jada. Jakieś 600m od domu mam dworzec, ale taki bez budynku - przelotowy taki.
    Przebrnęłam. Może udałoby się czesciej?
    PS. Biżuterii nie kupuje od dawna, bo zwyczajnie nie mam czasu jej założyć przed pracą, a tam lepiej nie mieć czegoś co moze się przez przypadek odczepić i pojechać z wysylka :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem miejskim człowiekiem, nie tak bliskim przyrodzie jak Ty, ale też widzę, że jej bliskość jest nam bardzo potrzebna.
    Lubię czytać Twoje wpisy i oglądać zdjęcia, cieszę się, ze się odezwałaś. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne jest to Twoje artystyczne wyżywanie się :)
    Wiem co to przerwa, bo sama miałam bardzo długą. Ale jej potrzebowałam i wydaje mi się, że wróciłam teraz do blogowania z nową, lepszą energią i ponownie przynosi mi to taką radochę jak 5 lat temu (o ile nawet nie większą) :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zawsze życzę Ci powodzenia w nowym etapie, nowościach i ogólnie trzymam za Ciebie mocno kciuki ♥ Co do zdjęć i tego co się działo? Piękna historia! I bardzo dużo natury, a one jest ważna <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się że żyjesz! :)
    Piękne miejsca odwiedziliście. Mazury są niesamowite. Zdjęcia na którym jesteś na pomoście z wiankiem na głowie- urocze. Tak to jest raz lepszy nastrój raz słabszy- ważne by się nie dać, by zawalczyć o siebie, bo warto. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hello Olka - I enjoyed catching up with you after your absence, but I understand sometimes we need to attend to life and everything else takes a 'back seat' to that! Such a lovely post showing us your beautiful journals, jewelry, vacations and of course, your sweet cats. It is good to hear that you are in a better place and closer to nature and that the cats have adjusted to their new home. I like the idea of making the food storage bags and all of your creativity is wonderful. I, too, love nature and believe in the energy of stones, nature and people and how good it is to surround ourselves with positive energy to stay healthy and thrive. Beautiful photos of your country - a lovely place to live. Thank you for visiting me at my blog and before I forget, you asked me if my applique berry wall-hanging was by hand or machine and I will tell you it was by hand. I spent many happy hours creating it. I do hope that you don't wait as long to post again - your blog is one of my favorites and such a joy to visit. Warm regards x Karen

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio umiejętność szycia okazała się rzeczywiście bardzo pożądana! ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię czytać Twoje posty i oglądać Twoje zdjęcia, wszystko tak ładnie u Ciebie współgra. Właśnie zastanawiałam się kiedy pojawisz się na blogu, dzisiaj wchodzę, a tu niespodzianka, że jest Twój nowy post.
    Jesteś bardzo kreatywną osóbką, uwielbiam patrzeć na to co tworzysz i oczywiście po raz kolejny zachwycam się Twoim Bullet Journal który ma na prawdę niesamowity klimat.
    Super, że udało Ci się odpocząć na łonie natury i zwiedziłas tak ładne miejsca.

    Dużo zdrówka dla kotków, zdjęcie z Twoja córka i kotkiem wygrywa wszystko, tyle miłości na jednym zdjęciu, coś pieknego :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Obie za mało piszemy. Ja bardzo lubię Twoje posty. Zdecydowanie za mało mnie na blogu, aż mnie to denerwuje. hehe Dużo czuję z Tobą wspólnego, miło mi się patrzy na Twoje dzieła, na bullet journal, na zdjęcia. Cudnie mi się czyta o Twojej miłości do natury, do kotków. Bosko przerobione krzesła, idealnie. Jesteś niesamowicie utalentowana i to w tylu dziedzinach, jakoś tak sobą inspirujesz. :) Ciężkie to czasy, ale naprawdę wzięłam sobie od Ciebie trochę dobrej energii, przemiło się czułam, czytając i oglądając zdjęcia. Cierpliwie poczekam na kolejny [post, miłego weekendu. :))) <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też troszkę zniknęłam, co tam. Jednak mimo wszystko wraca się do tego swojego miejsca w internecie <3 Matko! Jakie cudowne rzeczy szyjesz! Jestem oczarowana! Maseczka w kotki skradła moje serce :) w ogóle wszystkie twoje prace są twórcze i mega inspirujące, nie mogę się na nie napatrzeć. Dajesz swoim pracom to coś, coś co sprawia, że są wyjątkowe. Jesteś bardzo, bardzo utalentowana! Piękne miejsca zwiedziłaś, naprawdę wspaniała fotorelacja :) pozdrów ode mnie i od moich swoje kociaki ;) Dużo zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  14. Wspaniałe i bardzo inspirujące to Twoje wyżywanie się artystyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czy chciałbyś dołączyć do bractwa iluminatów, aby stać się bogatym i sławnym oraz zarabiać 1 milion dolarów jako nowy członek i 500 000 dolarów miesięcznie? jeśli tak, wyślij wiadomość do naszego czcigodnego Wielkiego Mistrza (Lorda Christophera) przez WhatsApp pod numer +2349060959235 w celu inicjacji online.
    Każdy dzwoni, ale niewielu lub skontaktuj się z e-mailem! Johnmark4074@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  16. kurcze, czemu ja nie byłam u Ciebie tak dawno?
    Teraz i ja mieszkam w Gdyni, następnym razem zapraszam do ogródka, bez widoku na morze, ale kwadrans spacerkiem i najpiękniejsza plaża nasza ;)
    No i wyobraź sobie, że w moim życiu pojawił się kot:)
    Ale super krzesło!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie mogę się napatrzeć na Twoje koty :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Piękne miejsca zwiedziłaś <3 Uwielbiam czytać Twoje posty i oglądać fotografie. :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Instagram