A konkretniej - moje 4 urodziny. Dokładnie 4 lata temu (5 października 2012r.) dostałam drugie życie. Właściwie od tego momentu wszystko dzielę na czas przed i po wszczepieniu rozrusznika.
Termin cesarki mam wyznaczony na 26 października. Później niż wcześniej, ale wg lekarzy tak będzie najlepiej. Im dłużej mała siedzi w środku tym lepiej – przynajmniej tak twierdzi szpital. No i zapewne mają rację. Choć nie ukrywam, że miałam nadzieję na wcześniejszy termin, bo robi się coraz ciężej.
Nie było teraz czasu na pisanie. W ogóle mam teraz mniej czasu na komputer. To co robię w internecie najczęściej udaje mi się ogarnąć przez telefon – to jest pocieszające, dzięki temu jestem w stanie lepiej zarządzać czasem.
Wyjazd nad morze w tym roku przebiegł pod znakiem lenistwa i nicnierobienia. Do tego stopnia, że aż mnie nosiło, żeby czymś się zająć.
Codzienne spacery brzegiem morza, kilka podejść do zachodu słońca (w tym tylko jeden bezchmurny), gofry z owocami i karmienie mew co kilka dni.
Jak na ironię piszę w Prima Aprilis, ale mój wpis nie ma nic wspólnego z żartami. No chyba, że jako jeden wielki żart potraktujemy naszą cudowną służbę zdrowia. To by się w sumie zgadzało….
Dlaczego psioczę na NFZ?
Ogólnie będzie dziś o wszystkim po trochu (+ zdjęcia) – notka zapowiada się długa (ale mam nadzieję, że nie nudna). Ostatnio dosyć dużo się wokół mnie dzieje i nie zapowiada się, żeby miało być inaczej. Ogólnie to bardzo pozytywne, bo mobilizuje do działania i nie pozwala się nudzić.
Marzycielka, z nieograniczoną fantazją. Nie do końca cierpliwa, po części choleryk. Panicznie bojąca się samotności i zbyt długo trwającej ciszy. Wielbicielka rękodzieła pod każdą postacią, crazy cat lady, artystyczna dusza. Zakochana w jesieni.