Trochę twórczo, trochę wakacyjnie

Piękna pogoda za oknem sprzyja do rozmyślania o urlopach. W głowie mam już tylko wakacje, a w sercu czuję przygodę.


Wstępne plany marcowe trochę nam się pozmieniały. Tripu do USA póki co nie będzie, ale może jeszcze w drugiej połowie roku coś się wymyśli. Jak na razie na początku kwietnia do San Diego poleci tylko mój mąż, ale na szczęście tylko na kilka dni.
Zazdroszczę, bo sama kocham podróże i chciałabym latać i jeździć gdzie tylko się da. Świat stoi przede mną otworem; czuję, że jak zechcę, to mogę na prawdę wszystko. Owszem, czasem boję się nowego, ale wiem również, że kiedy przezwyciężam ten strach to nigdy nie żałuję. Uwielbiam poznawać i próbować nowych rzeczy. Bez podróżowania moje życie byłoby niepełne i smutne. Tak na prawdę jak nie jestem w podróży, to myślę i „planuję” kolejną. A potem czekam na nią i prawieże odliczam dni.
Tak bardzo bym chciała, żeby Majka była już starsza, wtedy i ona będzie czerpać radość z wyjazdów. Póki co jest jej wszystko jedno gdzie jest :P

Wyjazd razem z moją mamą mamy już zaklepany. Postanowiłyśmy pojechać na tydzień w Bieszczady. Wyruszamy na początku sierpnia. Kiedyś byłam w Bieszczadach (jako dzieciak), ale mówiąc szczerze niewiele pamiętam z tej wycieczki. Mam tylko marne przebłyski. Góry polubiłam całkiem niedawno. Od zawsze miałam kiepską kondycję i nie lubiłam łazić. Teraz bardzo doceniam góry - przepiękne widoki są warte tego, żeby się zmęczyć. W Bieszczadach jest gdzie chodzić, rozległe tereny, dość długie trasy… nie mogę się doczekać :)

Natomiast na ten weekend robimy bardzo spontaniczny wyskok do Krakowa. Właściwie to jedziemy po to, żeby trochę pokazać Polskę koledze z Azji. W ramach podróży służbowej przyleciał do mojego męża do biura chłopak z Tajwanu. Wykazał chęć zwiedzania, a nam nie trzeba dwa razy powtarzać ;) Więc będzie wycieczka w trybie ekspresowym i wreszcie będzie okazja, żeby odwiedzić krakowską kocią kawiarnię :) Marzyłam o tym, żeby tam pójść, ale jakoś do tej pory nie było okazji, żeby znów jechać do Krakowa.
A co zabawne - w Warszawie też mamy kocią kawiarnię i również do tej pory w niej nie byliśmy. Ale to chyba tak jest - jak mamy coś pod nosem, to zawsze odkładamy na „potem”.

Teraz kiedy mój tatuaż już całkiem się wygoił mogłam wreszcie wrócić na siłownię. Treningi póki co mam co drugi dzień, ale liczę na to, że za moment uda mi się ćwiczyć codziennie. Ale nie mogę tego zrobić tak nagle, bo to byłby szok dla mojego serca. Chciałabym także wrócić na basen, kocham pływać, dlatego postaram się znów być regularna.

W ramach próby samej siebie postanowiłam przez jeden tydzień stosować tylko dietę wegańską (taki detox organizmu). Powiem szczerze - to było dla mnie trudne wyzwanie. Na codzień jem mięso, uwielbiam nabiał (jogurty schodzą u nas na codzień 1 - 2 opakowania) i nie potrafię żyć bez miodu. Przez ten tydzień jadłam zdrowo i byłam wiecznie głodna. Warzywa trawią się dużo szybciej, a mój organizm nie był do tego przyzwyczajony. Przez ten tydzień schudłam 1kg, ale był to jeden z najtrudniejszych kilogramów od początku mojego postanowienia, że zrzucę trochę po ciąży. I pierwszy raz od tego momentu czułam głód.
Oczywiście kilka wegańskich przepisów zostawiam sobie na zaś, bo wyszły przepyszne, nadal śledzę kilka blogów roślinnych, bo czasem pojawiają się jakieś fajne pomysły na lunch. Nie potępiam wegan za ich wybór, nie uważam też ich za dziwnych. Po prostu to nie jest dieta dla mnie ;)
Na swoim instagramie wrzuciłam zdjęcia naszych „wyczynów kulinarnych” związanych z wege tygodniem, jeśli ktoś będzie chciał mogę podesłać przepisy na wybrane dania.

Zmienię trochę temat - moja wena twórcza przeżywa istne odrodzenie. Praktycznie co wieczór znajduję chwilkę na jakieś DIY. Odkryłam rewelacyjną zabawę 'shrinky dinks' - rysowanie na folii termokurczliwej. Powstają z tego świetne zawieszki. Ja swoje planuję zabezpieczyć lakierem/żywicą, żeby były trwalsze. Ale na dobrą sprawę można używać ich tak po prostu już po obróbce termicznej. Nie będę Wam wrzucać konkretnego tutorialu do zawieszek, bo na youtube jest tego multum, ja obejrzałam kilka i już znając zasadę mogłam działać :)
Zrobiłam też jeden pierścionek. Jeśli zdecydujecie się robić pierścionki z plastiku termokurczliwego, to poczytajcie sobie TU :)
Moje efekty zabaw będą oczywiście dostępne na bazarku :)







Wróciłam także do szydełkowania. Przez długo nie miałam na to ochoty, ale postanowiłam wreszcie usiąść do kwiecistych rękawiczek. Jak skończę, to pochwalę się efektem. Już raz kiedyś robiłam rękawiczki, ale są dość krótkie i za bardzo ażurowe - właściwie wcale nie chronią w takie chłodniejsze dni. Teraz postanowiłam zrobić mniej „dziurawe”, ale także bez palców - akurat na wczesną wiosnę :)


Moje dziecię co dzień uczy się czegoś nowego i robi się coraz bardziej cwana. Potrafi już dobrze chodzić, powoli uczy się wchodzenia po schodach. I już kombinuje jak tu sama wejść wyżej. Podsuwa sobie pudełka, po których wspina się, żeby zdjąć coś z półek… W wakacje pewnie będzie już popylać na rowerku biegowym :) Planujemy kupić jakiś taki drewniany, który ma regulowaną wysokość - żeby posłużył dłużej niż pół roku. W ogóle zrobiła się teraz fajna, towarzyska i otwarta na nowe pomysły, polubiła mazanie kredkami - kolorowanki są teraz na topie każdego dnia.


Uwielbia też głaskać i przytulać kotki. Purce najmniej się to podoba, ale są takie momenty, że nie ucieka. Amaya przychodzi zawsze, kiedy mamy godzinę czytania bajek. Wtedy Maja siedzi przez chwilę cicho i słucha, a kocica przytula się i mruczy. Uwielbiam te momenty, są takie spokojne, a jednocześnie radosne i wypełnione miłością. Wtedy czuję się bardziej rodzinnie niż w niejedne święta Bożego Narodzenia.




14 komentarzy:

  1. Świetne zawieszki!
    Na Instagramie już je widziałam. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawieszki są świetne...
    Ciepło tu u Ciebie i miło tak na blogu,
    bo koty , bo Mala :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie spontaniczne wypady są najlepsze ;) Ja dalekie podróże zostawiam sobie na ten czas, kiedy przełamię strach przed lataniem, na razie to nie dla mnie ;)
    Ale córa urosła, jak te dzieci szybko się zmieniają:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdy widzę te wszystkie zrobione przez Cię cudeńka, czytam o szydełkowaniu i innych hokus-pokus to dochodzę do wniosku, że...jestem totalnym beztalenciem! Za to w podróży mogłabym być non stop:) podobnie jak Ty uwielbiam podróże i wszystko co ze sobą niosą:) W tej chwili mamy z Ciccino zabukowane 4 eskapady, w planach jest piąta późną jesienią, no i jeszcze pewnie moja siostra coś wymyśli:) Ostatnio zamarzyła o wyprawie do...Namibii ale w tym roku raczej nici z tego bo najlepszy czas na ten kierunek kończy się właśnie w marcu. Pewnie coś w tym temacie wyklikam u siebie na blogu, nie wiem tylko kiedy;P Jakoś ostatnio pochłaniają mnie inne sprawy i wiem, że trochę zaniedbałam bloga i tutejszych znajomych:( Wiesz, ja ciągle myślę o zmianie sposobu odżywiania. Wiem już, że weganką nie mogłabym być, tak jak Ty lubię jogurty i nabiał:) No i...jajka-bez nich nie potrafię się obejść. Ale wegetarianką jak najbardziej:) i tak już zdecydowanie ograniczyłam spożywanie mięsa i chyba spokojnie mogłabym z niego zrezygnować całkowicie:) Życzę spełnienia planów tych podróżniczych i nie tylko, pomiąchaj ode mnie kotełki:) a z Twojej pociechy prawdziwa Maja pscozolka;)
    *wystukałam też parę słów pod poprzednią notką;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hej, czy mogę nadal czytać Twojego bloga? Nie mam dostępu :( Miło tam u Ciebie zawsze było, brakuje mi tego

      Usuń
  5. Zapomniałam dodać, że Kraków zaprasza i czeka:) Pogoda ma być fajna, smog nie straszy;) najwyżej postraszy Was smok;) i może miniemy się gdzieś na Rynku... Kocia kawiarnia u mnie w planie we wtorek-tak jesteśmy umówione z siostrą i mam nadzieję, że tym razem wypali:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepiękne te wszystkie produkty z kotkami! Kotki na balkonie również niczego sobie! :)
    Aj zazdroszczę takich wyjazdów. Uwielbiam podróże i jestem w technikum turystycznym. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś zwiedzić większą część świata :)
    Urocza rodzinka!

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam te zawieszki! No i świetne plany podróżnicze, trzymam kciuki za wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ależ z Ciebie kreatywna osoba! Nie mogę się napatrzeć na te cudeńka :)
    I cudne kociaki :)
    Cóż, ja też całkiem niedawno pokochałam góry i też ze względu na właśnie kiepską kondycję. W dodatku u mnie swoje robi jeszcze kopcenie papierochów, istna zadyszka podczas wędrówki. :<
    Sama nie wiem, czy na taką wegańską dietę bym się odważyła, albo inaczej... nie wiem, czy bym wytrwała. Chociaż to warte co najmniej przemyślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tam zawsze w marcu myślę o rodzącej się do życia przyrodzie. Na wakacje jeszcze przyjdzie czas, a póki co, to muszę się nacieszuć jedną z najpiękniejszych pór roku. Uwielbiam te pierwsze promyki słońca i ten niepowtarzalny zapach wiosny. Ach!

    Bieszczady? Cudownie! Dawno nie byłam w górach i raczej nie zapowiada się na takowy wyjazd, bo póki co, to musimy jeździć nad morze, a to tak trochę nie po drodze ;)

    Widziałam właśnie tę dietę wegańską na Twoim IG i nawet mnie to zainspirowało :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Artystyczna dusza się w Tobie narodziła! :D
    Dziękuję za wskazówki, co warto jeszcze zobaczyć w Wawie!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawieszki bardzo mi się podobają - mają to co lubię - fajne wzory, trochę geometrii i koloru ;)
    A dziecię wychowywane z kotami to super rzecz :) Kocia Kawiarnia w Warszawie jest całkiem fajna :) Chociaż ta w Lublinie jest jednak większa. Mam nadzieję, że uda mi się odwiedzić również krakowską :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Te zawieszki są cudne! Jak będą dostępne na bazarku to sama taki chętnie kupię. Też nie byłam w kociej kawiarni w Warszawie, a jestem przecież na miejscu - muszę kiedyś się wybrać!
    Fajna mała pszczółka z Twojej córeczki :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetne DIY ci wychodzi! :D

    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń