Krótka relacja z krakowskiego weekendu

Ten wyjazd nie był długi, ale wypoczęłam psychicznie. Długie spacery oraz wizyta w kociej kawiarni nastroiła mnie bardzo pozytywnie na kolejny tydzień.


Razem z naszym kolegą z Tajwanu obeszliśmy główne turystyczne punkty Krakowa. Bardzo spodobała mu się wizyta na Wawelu i legenda o smoku wawelskim. Był zachwycony panami przebranymi w polskie stroje ludowe, którzy stali w okolicy bramy floriańskiej i grali stare polskie piosenki.



Oczywiście obowiązkowym punktem programu była wycieczka do dzielnicy żydowskiej, najlepsze krakowskie lody naturalne Good Lood oraz spacer ulicą Józefa, gdzie tak jak ostatnio odwiedziłam kilka sklepików ze ślicznym rękodziełem.


Nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła jakiegoś kociego drobiazgu, więc stanęło na ręcznie szytym breloczku :) Pozostałe dwa kotki na tym zdjęciu to efekt wejścia do galerii Bukowski na Rynku ;)


Zawsze jak kupuję maskotki, to mówię sobie, że przecież to dla Majki, ale potem zdaję sobie sprawę, że dziecko to jedynie pretekst do kupowania sobie ślicznych zabawek :D
Drugiego dnia w ramach bycia bliżej przyrody postanowiliśmy pokazać naszemu koledze zalew Zakrzówek. Pogoda była rewelacyjna, więc na górze było sporo ludzi. Udało nam się zrobić ładne zdjęcia. Tam na prawdę musi być pięknie wiosną… :)


Jeśli zaś chodzi o wizytę w kociej kawiarni, to wiem na pewno, że kiedy znów będę w Krakowie zajrzę ponownie. Koty są cudowne!



Najbardziej podobało mi się to, że kawiarnia ma regulamin i że na sali zawsze jest ktoś, kto pilnuje, żeby był on przestrzegany. Kiedy my odwiedzaliśmy to miejsce było kilka rodzin z dziećmi i nie wszystkie mamusie pilnowały, żeby dzieci nie męczyły zwierzaków. Dzieciaki jak to dzieciaki - są pozytywne i kochają zwierzęta całym sercem, ale niestety są mało delikatne. A kotom nie zawsze to odpowiada. Tak więc duży plus za to, że ktoś trzyma rękę na pulsie. Byłam w kilku innych kocich kawiarniach w Europie i nie wszędzie tak było.
Co do samych kotów - nie widziałam wszystkich, bo kilka się schowało, kiedy na horyzoncie pojawiły się dzieciaki, ale kilka z nich przechadzało się między stolikami.





Najbardziej urzekł mnie cudowny koci staruszek - Kukuś. Kiedy usiadłam na sofie od razu wskoczył na moje kolana i spał na nich do momentu, aż opuściliśmy kawiarnię. Przez cały ten czas ciuchutko mruczał.





Kukuś to straszny chudzielec, ale ma piękną lśniącą sierść i jest bardzo przymilny. Gdybym tylko nie miała swoich 3 futerek, to pewnie zastanowiłabym się nad adopcją. Kawiarnia to średnie miejsce dla niego, widać, że wolałby spokojniejszy dom. Ale z pewnością pobyt w takiej kawiarni to dużo lepsze rozwiązanie niż schronisko, a gdyby nie kawiarnia, to właśnie tam by trafił.


W ogóle bardzo podoba mi się idea, że koty przebywające w kawiarni mogą być adoptowane przez ludzi. To idealne rozwiązanie, kiedy ktoś chce kota, ale wolałby go najpierw poznać zanim adoptuje.


Z tego co się orientuję w Warszawie działa to tak samo, ale w naszej kawiarni póki co jeszcze nie byłam. Muszę to nadrobić :)

Co do zwiedzania razem z Tonym - oprócz Krakowa zrobiliśmy kilka krótkich wycieczek po Warszawie. Chodziliśmy głównie popołudniami po pracy i odwiedziliśmy właściwie wszystkie główne punkty stolicy. Kolega był zadowolony, co prawda nie jesteśmy rewelacyjnymi przewodnikami, ale jako takie pojęcie mamy, więc byliśmy w stanie opowiedzieć mu co nieco o miejscach, w których z nim byliśmy.


W ramach paczki pożegnalnej dostał od nas kilka sztandarowych polskich produktów - ćwikłę, oscypek, wedlowską czekoladę, krówki milanowskie, pierniczki i kilka innych słodkości ;)
Obiecał nam, że kiedy wreszcie przylecimy do niego, to razem ze swoją rodziną pokaże nam Tajwan i zaprowadzi do kilku kocich miejsc.

Aktualny weekend mija nam dość leniwie. Majka uwielbia plac zabaw, więc tam spędzamy większość czasu.



Oprócz tego trochę szydełkuję, ale głównie dla siebie. Skończyłam już rękawiczki, aktualnie robię spódnicę.


Z Koteryjnymi fantami póki co stanęłam w miejscu, bo nie jestem pewna, czy za bardzo się nie rozhulałam z ilością, a chciałabym jeszcze zrobić jakąś bransoletkę z muliny na licytację. Póki co czekam na dostawę żywicy, wtedy będę mogła wykończyć zawieszki shrinky dinks. No i tak żyję sobie z dnia na dzień. Praca, Majka, wieczorem trochę czasu dla siebie - film, handmade, zabawa z kotami, książka.
I odliczanie czasu do kolejnych wyjazdów ;)

Mój powrót na siłownię przebiega bardzo pozytywnie. Chodzę 3 razy w tygodniu i co któryś trening rozszerzam o kolejne ćwiczenia. Trener układa mi je tak, żebym wzmocniła mięśnie nóg i brzucha. Już po 2 tygodniach widzę spore efekty - jestem w stanie ćwiczyć z większym obciążeniem niż na początku, kolejnego dnia po treningu nie czuję dyskomfortu, jestem w stanie zrobić więcej kilometrów pieszo niż wcześniej. Od poniedziałku zaczynam przygotowania do górskich wycieczek. Rozmawiałam też na temat przygotowania do wejścia na Rysy. Trener obiecał przygotować mnie, kiedy będę już znała termin. Optymalnie jest zacząć przygotowania na pół roku przed. Nie planuję Rysów na ten rok, być może przyszły - to się okaże. Ale moje marzenie staje się coraz bardziej realne. Wiem, że mi się uda. Życie mam tylko jedno, od momentu jak przekonałam się jak bardzo jest kruche postanowiłam spełniać po kolei wszystkie swoje marzenia. Pomagam kotom, uczę się nowych rzeczy, zrobiłam tatuaż, chcę zdobywać szczyty, zwiedzać świat, próbować nowych smaków; chcę się śmiać i być szczęśliwa. I każdy kolejny dzień przybliża mnie do kolejnych marzeń, które są na wyciągnięcie ręki.

13 komentarzy:

  1. ach, jak miło wspominam mój sierpniowy pobyt w Krakowie, widzę,że panowie jak stali i grali tak stoją, i super ;) Znów bym chętnie wróciła do Krakowa, ale trochę długa podróż:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Marzy mi się wycieczka do takiej kawiarni :) Ogólnie lubię zwierzęta ale od kiedy "zakochałam" się w rasie Maine Coon to obok żadnego kota nie przejdę obojętnie :) pozdrawiam i zapraszam na mojego nowego blog http://polinapisze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocie kawiarnie są świetne! :)
    Może w wakacje do jakiejś zawitam. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę i ja w końcu wybrać się do kociej kawiarni, wszyscy się nimi zachwycają, az wstyd mi że nie byłam!
    Dobrze że idzie wiosna, wizyty na placach zabaw będą jeszcze przyjemniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zawsze muszą być prześliczne kotki! ^^
    Każdy pretekst do kupowania sobie rzeczy jest dobry :D Maskotki przecież mogą mieć nawet dorośli ^^
    Taki wyjazd do Krakowa musiał być niesamowicie udany. W końcu miałam okazję osobiście się do niego wybrać w zeszłym roku. To naprawdę piękne miasto. Pełne urokliwych miejsc ^^

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. fajnie, że wypad do KRK był udany:) że miło spędziliście czas, dobrze sie bawiliście no i, że pogoda dopisała:) a ja z ciekawością spojrzałam na 'moje miasto' oczami turystów;) lodów z 'Good Lood' jeszcze nie jadłam, w KRK za najlepsze uchodzą lody ze Starowiślnej;) do tego zapiekanka 'u Endziora' i 'Kiełbaska z Nyski'- tego powinno się spróbować będąc w KRK:) też często kupuję jakieś rzeczy z myślą o kimś, a tak naprawdę kupuję je dla siebie:D do kociej kawarnii jeszcze nie dotarłam, znowu musiałam zmienić plany wrrr... a Zakrzówek to moje, tzn. nasze miejsce do biegania:) też dzielę się między pracę, schronisko, fitness, dom...a w wolnych chwilach wciągam książki jedna za drugą albo studiuję przewodniki i mapy planując nasze wojaże:) i zupełnie brak mi czasu na bloga:P ostatnio dosłownie pochłonęłam 4 tomy 'Wojowników' Erin Hunter:) chociaż zupełnie nie są stosowne do mojego wieku;) ale co tam! nie przepuszczę niczemu co jest w jakiś sposób związane z kotami albo o kotach:D polecam! i życzę powodzenia we wszystkim:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja byłam w Krakowie dwa razy ale zawsze tak na szybko. Latem mam zamiar zabrać moją drugą połówkę na wakacje, błądzić uliczkami Krk i zjeść coś dobrego. Podobno w żydowskich restauracjach można dobrze zjeść. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne zdjęcia! Cieszę się, że wyjazd się udał :) Ja to bardzo chciałabym w końcu kiedyś zobaczyć ten zalew. Pozdrowieniami :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie, że wyjazd był udany ;D

    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. zalew wygląda przepięknie :) śliczne miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Opis wizyty w kociej kawiarni genialny ;) Aż mnie rozczuliło Twoje zdjęcie z Kukusiem :)
    Super Ci idzie z ćwiczeniami, mam nadzieję, że też uda mi się swoje cele zrealizować tak jak i Tobie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. w Krakowie byłam raz, ale chętnie wybrałabym się i drugi ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. a badania prenatalne robiłam tylko USG, żadnych innych ;)

    OdpowiedzUsuń